Strona główna
Kontakt
Mapa serwisu
RSS
Wersja kontrastowa


Strój łowicki
Wycinanka łowicka
Twórcy Ludowi
Zespoły Ludowe
Folklor Łowicki


Czy wiesz, że ... ?
Diecezja Łowicka
Diecezję Łowicką utworzył Papież Jan Paweł II w 1992 roku, a Łowicz ustanowił jej stolicą. Ojciec Święty odwiedził miasto 14 czerwca 1999 roku. Wtedy też podniósł katedrę łowicką do rangi bazyliki mniejszej.
Aleja Gwiozd Łowickich
Drukuj Zmniejsz tekst Powiększ tekst powrót
W Łowiczu powstała niepowtarzalna i jedyna w sowim rodzaju Aleja „Gwiozd”. W centralnym punkcie miasta placu Stary Rynek wmurowane zostały tablice ze szkła hartowanego z wycinanką łowicką „gwiozdą” dla najwybitniejszych ludzi kultury ludowej.

Uroczystość odsłonięcia pierwszych „Gwiozd” odbyła się w niedzielę 12 czerwca 2011 roku o godz.17.30. W taki sposób Łowicz honoruje wyjątkową działalność twórców ludowych propagujących sztukę ludową i pielęgnujących regionalne dziedzictwo kulturowe. Swoje gwiazdy mają aktorzy, muzycy, filmowcy, sportowcy, ludzie filmu kina i kultury, nadszedł czas, aby swoje gwiazdy mieli również twórcy ludowi. Powstająca Aleja Gwiozd staje się główną atrakcją dla przyjezdnych turystów gdzie każdy będzie mógł podziwiać wytwór rękodzielniczy w postaci wycinanek łowickich.

„Gwiozda Łowicko”
Uwzględniając rolę i znaczenie twórców ludowych dla lokalnego środowiska i upowszechniania dziedzictwa kulturowego, Rada Miejska w Łowiczu na wniosek Burmistrza Miasta Łowicza Krzysztofa Jana Kalińskiego, Uchwałą nr LXI/481/2010 z dnia 15 lipca 2010 roku z późniejszymi zmianami ustanowiła przyznawanie dorocznej nagrody „Gwiozda Łowicko” (Dz. Urz. Woj. Łódź. Nr 253, poz. 2063 z dn. 2 września 2010 r.).

„Gwiozda Łowicko” przyznawana jest co roku, po dwie w dwóch kategorii: twórczości ludowej oraz upowszechniania i ochrony dóbr kultury ludowej. Twórcy ludowi uhonorowani będą za szczególne osiągnięcia m.in. w dziedzinach: rzeźby, rzeźby w glinie, koronkarstwa, malarstwa, garncarstwa, kowalstwa, tkactwa, hafciarstwa, plecionkarstwa, zabawki ludowej, plastyki obrzędowej (malowanie jaj i artystycznych elementów drewnianych, wykonywanie kwiatów z bibuły), plastyki zdobniczej, wycinankarstwa, snycerstwa, ludwisarstwa, tańca i muzyki.

Prezentowane na hartowanym szkle „Gwiozdy Łowickie” wykonały twórczynie ludowe: Danuta Wojda z Łowicza w latach 2011 -2013, w 2014 roku Helena Miazek zaś w 2015 roku Maria Stachnal.

„Gwiozda” to jeden z trzech typów łowickiej wycinanki, obok „kodry” i „tasiemki”, element dawnego wyposażenia wnętrz. Jej historia sięga II połowy XIX wieku, kiedy to wycinankami zaczęto dekorować wnętrza izb chałup mieszkańców dawnego Księstwa Łowickiego, umieszczając gwiozdy na belkach stropowych oraz jako zwieńczenie „tasiemek” wieszanych na ścianach.
Gwiozda to wycinaka okrągła, często z brzegami nieregularnymi, np. w formie drobnych ząbków. Jej dekorację stanowiły symetryczne elementy roślinne oraz zwierzęce (np. popularny regionie łowickim kogut). Od lat 20. XX w. powstają gwiozdy tzw. ażurowe, wykonywane dla odbiorcy miejskiego, nie będące elementem wyposażenia wnętrz. W ażurowych kołach, również z dekoracją symetryczną, obok pojedynczych, pojawiają się zwielokrotnione motywy roślin (kwiaty, przede wszystkim róże) i zwierząt (koguty, pawie). Obecnie „gwiozda”, podobnie jak pozostałe rodzaje wycinanek nie pełni funkcji użytkowej. Jest popularną pamiątką kojarzoną z regionem łowickim, chętnie nabywaną przez turystów. Gwiozdy ażurowe wykonywane są przez niemal wszystkie działające wycinankarki. W wycinankach tych, będących prawdziwymi dziełami sztuki, ujawnia się talent i kunszt wykonujących je twórczyń ludowych.


Opracowano na podstawie A. i H. Świątkowskich, Łowicka sztuka ludowa, Warszawa 1996 r.

Od 2011 roku doroczne nagrody Gwiozda Łowicko otrzymali:

1) Wandy i Juliana Brzozowskich twórcy prywatnego Muzeum Ludowego w Sromowie. Julian Brzozowski (1925-2002) był autorem ponad 800 drewnianych rzeźb. Rzeźbieniem interesował się od najmłodszych lat, ale pierwsze figury do muzeum zaczął rzeźbić około roku 1955. Wyrzeźbione figury początkowo były przechowywane w dwóch pokojach mieszkalnych, a później również w garażu. Około 300 figur czekało na publiczne pokazanie prawie 20 lat. Łącznie w czterech wybudowanych pawilonach można oglądać dziś około 500 rzeźb, w tym 400 figur ruchomych. Mechanizmy do figurek wymyślał i wykonywał samodzielnie. Oficjalne otwarcie Muzeum odbyło się 30 lipca 1972 roku. Następne 10 lat to urządzanie poszczególnych ruchomych scen. Dzięki ruchomym figurkom można zobaczyć scenę narodzin Jezusa Chrystusa (Szopkę Tysiąclecia), łowickie wesele, procesję na Boże Ciało, przyjęcie weselne, codzienne życie łowickiej wsi. Pan Julian zbierał również do Muzeum skrzynie łowickie posagowe, kredensy, serwantki, kupował stare bryczki, wolanty, wozy chłopskie i sanie. Wszystko to co gromadził przez całe swoje życie można zobaczyć w rodzinnym Muzeum w Sromowie. Rzeźby Pana Juliana znajdują się także w Muzeum w Łowiczu, Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie, Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi, Muzeum Etnograficznym w Toruniu, Muzeum Mazowieckim w Płocku, w Dortmundzie, Munster w Niemczech i innych. Za swoją działalność otrzymał: „Zasłużonego Działacza Kultury” przyznaną przez Ministra Kultury i Sztuki, Złoty Krzyż Zasługi. W 1989 roku otrzymał Nagrodę im. Oskara Kolberga za zasługi dla kultury ludowej. Należał do Stowarzyszenia Twórców Ludowych z siedzibą w Lublinie, gdzie przez kilka lat był w Zarządzie Głównym, a przez 4 lata pełnił funkcję Wiceprezesa. Wanda Brzozowska (1931-2003) zajmowała się wykonywaniem różnorodnych pająków łowickich. Kolekcja liczyła ponad 20 sztuk, a można je oglądać w Muzeum w Sromowie. Pani Wanda tworzyła też łowickie wycinanki: kodry, gwiozdy, tasiemki. Wykonanymi wycinankami ozdabiała wnętrza Muzeum w Sromowie oraz domu, w którym mieszkała rodzina Brzozowskich. Wanda Brzozowska wspierała męża Juliana w jego wysiłkach nad stworzeniem prywatnego muzeum. Należała do Stowarzyszenia Twórców Ludowych oraz brała udział w konkursach rękodzieła ludowego.





2) Janusza Kaźmierczaka – (1932-2013) od uroczenia związany z Ziemią Łowicką. Jako siedmioletni chłopiec rozpoczął naukę gry na harmonii półtonowej. W 1946 roku w Liceum Pedagogicznym w Łowiczu poznał Henryka Rogalę, Zenona Jagiełłę i wspólnie stworzyli „wziętą kapelę ludową”.
W 1953 roku przy domu kultury zorganizował Zespół Pieśni i Tańca Ziemi Łowickiej, którego został kierownikiem muzycznym. W okresie tym, zespół odnosił wiele sukcesów w kraju i zagranicą. W pełni łączy swoje zamiłowanie i pasję do rodzinnego folkloru, z pracą zawodową. Pozyskuje i archiwizuje pieśni i muzykę instrumentalną. Poza zespołem Ziemi Łowickiej współpracuje z innymi zespołami m.in.: Kolejarz, Sztuka Łowicka, Blichowiacy. W 1957 roku na blisko 25 lat związał się z Polskim Radiem w audycji „Wesoły Autobus”. W dalszym jednak ciągu jest aktywny jako autor widowisk folklorystycznych, obrazków scenicznych, których tematyką są obrzędy. Należy wspomnieć m.in.: wesele łowickie, kogutek, wianki, karczma, wesele opoczyńsko-łowickie, pastorałki, pierzarka. Współpracuje z zespołami Dobroń, Anilana, Poltex, Promini oraz łowickimi zespołami: Boczki Chełmońskie, Koderki, a przede wszystkim Blichowiacy i Kolejarz. Opracował muzykę do filmów: „Chłopi”, „Karczma i Zajazd”, „Karuzela Łowicka”, „Jarmark Łowicki”. Zasługą Pana Janusza jest opracowanie rdzennych kompozycji ludowych powstałych na Ziemi Łowickiej, jak również tych, które dotarły z zewnątrz i z biegiem lat uległy asymilacji. Stworzył niepowtarzalny styl gry łowickich melodii – oberków, kujonów, polek i chodzonych oraz piosenek regionalnych. Dzisiaj te opracowania służą młodym muzykom jako wzór artystycznego wykonania tradycyjnych melodii ludowych. Za swoją działalność otrzymał: Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski oraz Gloria Artis przyznany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2010 roku.





W 2012 roku „Gwiozdy” przyznane zostały dla Bronisławy Skwarnej z Błędowa – artystki ludowej oraz Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze” im. Tadeusza Sygietyńskiego.

3) Pani Bronisława Skwarna urodziła się 15 kwietnia 1921 roku w Chąśnie – zmarła 25 czerwca 2014 roku. Była jedną z najstarszych i najwybitniejszych twórców ludowych zajmujących się haftem koralikowym. Za charakterystyczne dla Pani Bronisławy Skwarnej uznaje się misternie wykonane broszki, serwetki, torebeczki i igielniki opatrzone łowickimi motywami ludowymi. Kunszt i precyzja jej wyrobów były znane i cenione nie tylko w Powiecie Łowickim, ale również szeroko poza jego granicami. Wartym podkreślenia jest fakt, iż mimo swojego wieku Pani Skwarna wykonywała swoje wyroby zgodnie z warsztatem i tradycją sprzed kilkudziesięciu lat, na wzór rękodzielniczego rzemiosła przekazanego jej przez matkę. Niepowtarzalność oraz artystyczne walory jej wyrobów sprawiały, iż były one eksponowane nie tylko na wystawach, czy też stoiskach promocyjnych miasta Łowicza i Powiatu Łowickiego, ale również zdobiły witryny sklepów z pracami rodzimych twórców ludowych Ziemi Łowickiej. Rękodzielnicze wyroby autorstwa Pani Bronisławy Skwarnej znajdują się również w zbiorach Muzeum w Łowiczu. Jako propagatorka łowickiego rękodzieła ludowego Pani Bronisława uczestniczyła w pokazach i warsztatach prowadzonych w szkołach na terenie Powiatu Łowickiego m.in.: w szkole w Zdunach, Chąśnie, Błędowie, Parmie, Gągolinie. Taka forma kultywowania tradycji cieszyła się dużym uznaniem wśród młodego pokolenia. Przez wiele lat Pani Bronisława Skwarna należała do Stowarzyszenia Regionalnego Wsi Urzecze oraz działającego przy nim Zespołu Folklorystycznego „Łowiczanie”. W tym okresie uczestniczyła w wielu koncertach w kraju. Wielką sławą cieszył się obrzęd łowickiego wesela odbywający się w Skansenie Wsi Łowickiej w Maurzycach, w którym Pani skwarna wcielała się w jedną z ról, propagując tym samym gwarę ludową łowicką, pieśni i przyśpiewki łowickie. Stowarzyszenie prezentowało się na wielu przeglądach artystycznych: obrzędów, zwyczajów, gawęd i twórczości ludowej, gdzie Pani Bronisława miała możliwość zaprezentowania swoich zdolności rękodzielniczych i wyrobów.

4) Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze” im. Tadeusza Sygietyńskiego. Oficjalnie Państwowy Zespół Ludowy powołał do życia dekret Ministerstwa Kultury i Sztuki 8 listopada 1948 roku, polecający Tadeuszowi Sygietyńskiemu zorganizowanie zespołu ludowego, którego zadaniem miała być troska o tradycyjny repertuar ludowy, oparty na pieśniach, przyśpiewkach i tańcach wsi mazowieckiej i regionalnej tradycji artystycznej. Od 64 lat zespół pełni zaszczytną funkcję Ambasadora Kultury Polskiej na świecie. Swoją działalnością promuje polski folklor, dając rocznie blisko 100 koncertów. Najbardziej rozpoznawalnym kostiumem ludowym, w którym prezentuje się chór zespołu podczas każdego koncertu jest kostium łowicki. W dorobku artystycznym zespołu są opracowania 42 regionów, jednak folklor łowicki wraz z charakterystycznymi melodiami, przyśpiewkami, krokami tanecznymi i grupą strojów pojawia się w każdym koncercie pełnospektaklowym w scenie finałowej („Łowiczanka jestem”). „Mazowsze” to polski folklor, który zdobył uznanie na największych światowych scenach. Mazowsze to prawie 7 tysięcy koncertów dla blisko 18 mln widzów, 23 mln przejechanych kilometrów, 234 zagraniczne trasy koncertowe, 185 odwiedzonych miejscowości w Polsce. „Mazowsze” ma 100 artystów, 21 ton bagażu, 1500 kostiumów i ponad 60 lat doświadczenia. Premierowy występ Zespołu odbył się 6 listopada 1950 roku. Początkowo program artystyczny składał się z piosenek przeplatanych tańcami z centralnej Polski. Już w 1951 roku „Mazowsze” wyruszyło na podbój świata, zaczynając od wizyty w Rosji. Po trzech latach polskie władze zezwoliły na wyjazd Zespołu za „żelazną kurtynę”. „Mazowsze” zdobyło Paryż 1 października 1954 roku. Sześć lat później przepłynęło Atlantyk.

„Mazowsze” należy do największych na świecie zespołów artystycznych, sięgających do bogactwa narodowych tańców, piosenek, przyśpiewek i obyczajów. Z uwagi na ogromne bogactwo repertuarowe „Mazowsze” powszechnie uznawane jest za zespół narodowy. Dla tysięcy widzów na całym świecie koncerty „Mazwosza” były pierwszym kontaktem z polską kulturą. Dla licznie rozsianej po całym świecie Polonii były i są wzruszającą chwilą powrotu do kraju lat dziecinnych. Jerzy Waldorff, wybitny krytyk muzyczny, nazwał „Mazowsze” perłą w koronie Rzeczypospolitej. To stwierdzenie najpełniej oddaje rangę i wartość Zespołu, który od ponad pół wieku porywa publiczność na całym świecie, pełniąc zaszczytną funkcję Ambasadora Polskiej Kultury.

Zespół „Mazowsze” otrzymał wiele prestiżowych nagród w kraju i zagranicą m.in.: Specjalna Nagroda na Międzynarodowym Biennale Sztuki w Sao Paulo za ekspozycję strojów ludowych – 1965 rok, Złoty Medal Ambrozjański - najwyższe odznaczenie Mediolanu – 1970 rok, Srebrny Medal ONZ - USA, New York - 08.02.1973 rok, Medal okolicznościowy za zasługi dla rozwoju folkloru i kultury polskiej – Olsztyn, 17.05.1979 rok, Złota Odznaka za wkład pracy i wysiłek włożony w upowszechnianie polskiej kultury wśród osób niepełnosprawnych - 11.05.1979 rok, Złota Odznaka Towarzystwa "Polonia" - za wybitne osiągnięcia w umacnianiu patriotycznej więzi Polonii z Macierzą - 28.12.1988 rok, Medal za zasługi dla rozwoju kultury na Mazowszu - przyznany przez Mazowieckie Towarzystwo Kultury - 27.09.1991 rok, Doroczna nagroda Rynków Zagranicznych - "Wybitny Polski Eksporter" - za długoletni eksport polskiej kultury – 1998 rok, Statuetka "Prometeusz" - Nagroda Artystyczna Polskiej Estrady - za najwyższe osiągnięcia artystyczne i twórcze dla sztuki estradowej - 28.02.1999 rok, Statuetka "Złota Muza Polskich Nagrań" - 09.2000 rok, Statuetka "Doroczna Nagroda Honorowa Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za rok 2000" - 16.06.2001 rok, Platynowa Płyta Polskich Nagrań za płytę "Ukochany kraj" - 25.02.2003 rok, Statuetka "Nagroda Programu Satelitarnego TV Polonia za sławienie Polski w świecie" - 02.05.2003 rok, Europejska Nagroda Turystyczna "European Award for tourismous" - od Europejskiej Federacji Prasy Turystycznej - 03.2004 rok, Wielka Nagroda VI Międzynarodowego Chińskiego Festiwalu Sztuki Ludowej Huangshan-Pekin (statuetka) oraz wyróżnienie za udział w tym wydarzeniu - 07.10.2004 rok, Medal przyznany przez Zarząd Polskiego Radia S.A. z okazji Jubileuszu 80-lecia Polskiej Radiofonii – 22.03.2006 rok.

5) Rodzina Państwa Konopczyńskich. Tradycja rodzinna przekazywana z pokolenia na pokolenie u Konopczyńskich głosi: "Nazwisko Konopczyński nie należy do powszechnie spotykanych. Wszyscy Konopczyńscy, i to nie tylko ci mieszkający w Polsce, należą do jednej rodziny, wywodzą się bowiem z jednego gniazda położonego w okolicy Włocławka. W czasach rozbiorów Rzeczypospolitej trzech, z czterech synów jednego ojca tam mieszkających zmuszonych zostało do wyjazdu. Jeden pozostał na ojcowiźnie. Pierwszy z tych, co uciekli osiedlił się w Bolimowie, drugi w Łyszkowicach, trzeci zaś w Warszawie." Mimo iż legenda ta ma już ponad dwieście lat nadal jest żywa i w całej rodzinie funkcjonuje w niezmienionej formie. Pięć lat temu Konopczyńskich z Bolimowa odwiedził Andrzej Konopczyński z synem Pawłem z Warszawy, którzy powiedzieli, że tradycja rodzinna przekazana im mówiła to samo, a oni są krewnymi tego z braci, który wyjechał do Warszawy. Z tej samej linii wywodzi się Emilian Konopczyński – znany pedagog , a także słynny historyk Władysław . Z całą pewnością można stwierdzić, że Konopczyński zamieszkał w Bolimowie około 1799 roku, bowiem 29 stycznia tegoż roku "związek małżeński zawarli Jan Konopczyński liczący 27 lat z Józefą z Zielińskich lat 18". Również w Łyszkowicach do dnia dzisiejszego mieszkają potomkowie Konopczyńskich.

Toteż legenda nie jest wymysłem fantazji, ani fikcją literacką. Dodać można jedynie fakt, że i we Włocławku obecnie mieszka Władysław Konopczyński z rodziną. We wrześniu 2002 roku odwiedził on Bolimów wraz z bratem Jerzym Konopczyńskim z Gdańska. Nieznane są motywy emigracji Konopczyńskich z rodzinnego domu. Być może istotną rolę odegrała chęć mieszkania w wolnej jeszcze Polsce, może patriotyzm lub ucieczka przed wojskami Pruskimi zmusiły braci do wyjazdu. Możliwe także, że bieda, czy też chęć poszukiwania nowego intratnego zajęcia zadecydowały o tym. Niejasne są także powody wyboru miejsca osiedlenia się braci, jak i powód ich rozdzielenia. Po ustaleniach ostatniego sejmu obradującego w Grodnie w 1793 roku, granica prusko polska przebiegać miała wzdłuż Łupi i Bzury. W granicach Rzeczypospolitej pozostać miał Bolimów. Łamiąc wcześniejsze ustalenia Prusy zajęły ziemie położone dalej na wschód od Guzowa i Szymanowa, i zachód od Białej Rawskiej, Miedniewic i Wiskitek.

Toteż Bolimów znalazł się tuż przy granicy z Polską, ale w Prusach. W 1807 Bolimów, podobnie jak inne ziemie II i III zaboru pruskiego, został włączony do Księstwa Warszawskiego, natomiast po Kongresie Wiedeńskim 1815 znalazł się w Królestwie Polskim zależnym od Rosji. Koniec wieku XVIII i pierwsza połowa XIX to okres, kiedy w mieście przybywało domów i mieszkańców. W Bolimowie osiedlała się ludność z sąsiednich, jak i dalej położonych miejscowości. W roku 1794 liczba ludności w mieście wynosiła 347 osób, natomiast w 1798 już 527 osób, a w 1827 927 i utrzymywała się tendencja wzrostowa. Wtedy to właśnie Jan Konopczyński zamieszkał w Bolimowie. Możliwe, że miejsce to wybrał ze względu na dogodne położenie miejscowości na szlaku handlowym.

Prawdopodobnie myślał, że będzie mieszkał w wolnej Rzeczypospolitej. Nie znana jest sytuacja materialna rodziny Konopczyńskich z Bolimowa. Wiadomo jedynie, że posiadali oni dom i ziemię orną w mieście. W roku 1820 przygotowywano plan uregulowania ulic w Mieście Bolimowie. 18 czerwca 1820 roku właściciele posesji wzięli udział w zebraniu obywateli tegoż miasta i dla dobra ogółu zobowiązali się do pokrycia części kosztów pomiaru działek, ponieważ kasa miejska nie posiadała na ten cel funduszy. Zachował się protokół z tego zebrania, gdzie pośród innych podpisów widnieje czytelny, wyraźny, prowadzony wprawioną ręką napis: "Jan Konopczyński". Świadczy to wyraźnie o tym, że mężczyzna ten jak na owe czasy był dosyć dobrze wykształcony, ponieważ niewiele osób w małym, prowincjonalnym miasteczku z początku XIX wieku umiało pisać i czytać. Według aktu małżeństwa Jan urodził się około 1772 roku, jego żona Józefa zaś około 1781 roku.

W Księdze Zejść 1847-1853 w roku 1847 pod pozycją 137 zanotowano: "15 października zmarła Józefa z Zielińskich Konopczyńska lat 82 mająca, córka niepamiętnych imion rodziców". O jej śmierci powiadomili Aleksy Marjański i Roch Jabłoński - obydwaj zięciowie zmarłej. Toteż, Józefa mogła, według tego aktu, urodzić się około 1765 roku. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Zakładając, że jest to prawdą, w chwili zawarcia związku małżeńskiego miałaby ona 34 lata, a więc starsza byłaby od swojego męża o 7 lat. Sytuacje takie zdarzały się niezwykle rzadko, a jeżeli już, to tylko w bogatych rodzinach. Dwudziestopięcioletnia panna uchodziła za starą. Dzieci urodziłaby też późno, najmłodsze - Balbinę w 1822 roku, mając 57 lat, co i obecnie wydaje się rzeczą prawie nie możliwą. Jedynym słusznym wytłumaczeniem wydaje się być fakt, iż o śmierci Józefy parafię powiadomili zięciowie zmarłej, którzy być może nie znali faktycznego wieku teściowej, jak i innych jej danych, np. imion rodziców. Wiek zmarłej z pewnością został podany w dużym przybliżeniu. Nie ulega jednak wątpliwości, że obydwa te akty (ślubu i zgonu) dotyczą jednej i tej samej osoby. Nie udało się odnaleźć aktu zgonu Jana Konopczyńskiego.

Dokładne ustalenie liczby potomstwa małżeństwa Konopczyńskich nie jest możliwe. Najstarsza Księgą Ochrzczonych w parafii św. Trójcy w Bolimowie jest Księga Ochrzczonych z lat 1809-1826. Prawdopodobnie dzieci Konopczyńskich urodziły się wcześniej. Zaświadczyć może o tym inny fakt. Akt zgonu z 16 listopada 1847 roku informuje o tym, iż Wincenty Konopczyński, syn Jana i Józefy z Zielińskich zmarł w wieku 49 lat. Na pewno stwierdzić można, że był to pierworodny Konopczyńskich, bowiem inna rodzina o takim nazwisku nie zamieszkiwała w owym czasie w tym mieście. Wątpliwość budzić może jedynie wiek zmarłego. Mając 49 lat Wincenty musiałby urodzić się w 1798 roku. Wówczas jednak rodzice jego nie byli jeszcze małżeństwem.

Nieścisłości takie należy tłumaczyć nie przywiązywaniem uwagi do dokładnego zapisywania dat oraz nie sprawdzania podanych i zapisywanych w księgach informacji. Wierzono na dane słowo. Pamięć ludzka bywa ułomna, toteż często zapominano daty. Wiek zmarłych podawano w przybliżeniu do roku lub też oceniając "na oko" wygląd danej osoby. Księża sporządzający akty mylili się lub dokonywali niedokładnych wpisów. Prócz Wincentego, Konopczyńscy z całą pewnością posiadali pięcioro dzieci: Annę urodzoną w 1810 roku - zamężna z Rochem Jabłońskim; Mariannę Teklę urodzoną w 1814 roku - żona Aleksego Marjańskiego; Franciszka, garncarza, urodzonego w 1817 roku ; Ludwika, szewca, urodzonego w 1819 roku ; Balbinę urodzoną w 1822 roku - żona Wojciecha Wiśniewskiego.

Niezwykle ważną postacią w dziejach warsztatu garncarskiego jest Franciszek Konopczyński. To on zapoczątkował zainteresowanie rodziny ceramiką. Kilkakrotnie w różnych aktach Parafii św. Trójcy zapisano, że był garncarzem. Księga Ochrzczonych z roku 1856 pod pozycją 103 podaje: "(...) stawił się Franciszek Konopczyński, ojciec dziecięcia, garncarz w Bolimowie zamieszkały". W innym miejscu tej samej księgi pod 27 pozycją zapisano: "(...) garncarz mieszczanin w Bolimowie". Franciszek najprawdopodobniej około roku 1839 zawarł związek małżeński z Marianną Walicką. Niestety dokładnej daty nie udało się ustalić. Pierwsze dziecko zrodzone z tego małżeństwa, Jan Benedykt, przyszło na świat w 1839 roku i prawdopodobnie wkrótce zmarło.

Nazwisko Marianny jest istotne w historii rodziny. W liście do Prezydenta Miasta Łowicza z dnia 13 maja 1825 roku wśród innych zostało wymienione nazwisko Jana Walickiego, majstra Miasta Bolimowa. Prawdopodobnym wydaje się być przypuszczenie, że Franciszek został uczniem Walickiego i w jego warsztacie poznawał tajniki rzemiosła garncarskiego. Musiał być dosyć pojętnym i zdolnym uczniem, skoro mistrz zdecydował się oddać mu córkę za żonę, a także przekazać pracownię. W księgach parafialnych udało się odnaleźć imiona jedynie dwóch córek Walickiego: wspomnianej Marianny oraz Agaty. Brak męskiego potomka tłumaczy przekazanie warsztatu zięciowi. Sytuacja ta była powszechna w środowisku rzemieślników.

Franciszek i Marianna posiadali w sumie ośmioro dzieci. Prócz wymienionego wyżej Jana Benedykta, księgi parafialne odnotowują imiona: Jan urodzony w 1840 roku , Julianna Eufrozyna urodzona w 1843 roku , Antoni urodzony w 1845 roku , choć przy sporządzaniu tego aktu ksiądz pomylił się i zapisał, że na świat przyszło dziecię płci żeńskiej. Wiadomo jednak, że był to chłopiec i zmarł w wieku dwóch lat. W 1851 roku na świat przyszła Agata , dwa lata później Marianna , w 1856 roku Piotr , na końcu zaś w 1859 roku Apolonia Dorota (chociaż w regestrze zapisano tylko imię Dorota). Jak już wcześniej wspomniano trudna jest do określenia liczba warsztatów działających w połowie XIX wieku w Bolimowie. Prawdopodobnie było ich około dwudziestu, zatem konkurencja na pewno była duża. Zapewne trudno było Franciszkowi utrzymać liczną rodzinę pracując sezonowo w warsztacie. Prowadził on również gospodarstwo rolne tak, jak inni przedstawiciele tej profesji na wsiach i w małych miasteczkach.

Warsztat po Franciszku przejął jego syn Jan. Przez pewien czas pełnił on funkcję pomocnika, a toczenia naczyń nauczył się od ojca. Tradycja rodzinna przekazuje, że samodzielnie wykonywał naczynia przed 1863 rokiem. Kiedy w styczniu tegoż roku wybuchło powstanie, Władysław Stroynowski sformował w Puszczy Bolimowskiej oddział powstańczy złożony z młodzieży warszawskiej i województwa mazowieckiego. Wielu mieszkańców Bolimowa i sąsiednich wsi wzięło bezpośredni udział w walkach. Inni pomagali powstańcom w różny sposób. Jan Konopczyński zawoził im kożuchy ofiarowane przez mieszczan i chłopów. Po powrocie do domu zaś, według tradycji rodzinnej, ładował piec garncarski, a "gdy kontrolowano po domach szukając zbiegłych powstańców pozostawiono dziadka w spokoju widząc go przy pracy". Tuż po roku 1860 Jan Konopczyński ożenił się z Julianną Stobiecką. Najprawdopodobniej w 1862 roku urodził się im pierwszy syn -Franciszek , a 13 lutego 1863 roku Walenty . Następnie w 1865 roku Petronela i w 1867 roku Marianna .

Walenty Konopczyński rozpoczął praktykę u boku ojca i przez wiele lat z nim pracował. W tygodniku regionalnym "Życie Łowickie" z 1933 roku ukazał się wywiad Andrzeja Wołka z sędziwym wówczas Walentym. Staruszek powiedział: "Ojciec mój był majstrem garncarskim, u niego rozpocząłem pracę". Rozwój przemysłu i powstanie licznych manufaktur spowodowało napływ na rynek seryjnych, tanich wyrobów fajansowych i blaszanych. Kilka kilometrów od Bolimowa w Nieborowie książę Michał Piotr Radziwiłł otworzył w 1881 roku fabrykę majoliki, gdzie produkowano wyroby wzorowane na włoskiej i francuskiej ceramice. Zatrudniano tam do prac pomocniczych okolicznych garncarzy, którzy oprócz przygotowywania gliny zajmowali się toczeniem naczyń na kole garncarskim. Między innymi pracę w manufakturze podjął wtedy Walenty Konopczyński. Zadecydowały o tym zapewne względy ekonomiczne oraz chęć zdobycia nowych umiejętności.

Po latach wspominał: "jako młody czeladnik otrzymałem pracę w fabryce majoliki w Nieborowie (...). W fabryce tej pracowali artyści włoscy, od których nauczyłem się wiele. Książe Michał Radziwiłł, mimo że łożył wiele na fabrykę, musiał ją zamknąć w roku 1886, ponieważ wykazywała stale poważne niedobory. Wróciłem wtedy do warsztatu ojcowskiego i wzorując się na majolice nieborowskiej, zacząłem ozdabiać wyroby własne. Starałem się jednak stworzyć styl własny. Stylizowałem rośliny na sposób łowicki, a później wpadłem na pomysł własnego, oryginalnego zdobnictwa (...)". W roku 1894 zmarł Jan, a garncarnię po nim odziedziczył Walenty. Miał on wówczas na utrzymaniu żonę Leokadię Walerię z Mijalskich oraz trójkę dzieci - dwie córki: Janinę urodzoną w 1892 roku i Aleksandrę urodzoną w 1899 roku oraz syna Stefana urodzonego w 1901 roku . Starszy syn Czesław, urodzony w 1896 roku , zmarł w okresie niemowlęctwa.

W Nieborowie Walenty pracował jeszcze w późniejszym okresie swojego życia. "W 1903 fabrykę nieborowską wydzierżawił od księcia p. Stanisław Jagmin, artysta-ceramik, u którego pracowałem przez 2 lata i dużo od niego skorzystałem"-ciągnął dalej staruszek w wywiadzie dla "Życia Łowickiego"-"wyrabialiśmy wazy, dzbany, urny, czary, talerze, półmiski i kafle". Kiedy w 1905 fabrykę znowu zamknięto Walenty powrócił do pracy w rodzinnym warsztacie. Trudna sytuacja gospodarcza kraju, pogłębiający się kryzys skłaniały wielu obywateli do wyjazdu, w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Brat garncarza, Franciszek udał się do Stanów Zjednoczonych. Z takim samym zamiarem nosił się on sam. Przekonany przez teścia Alojzego Mijalskiego, pozostał jednak w Bolimowie, prowadząc pracownię ceramiczną i niewielkie gospodarstwo rolne. Konopczyński w swojej garncarni wytwarzał misy, talerze, wazony, dzbany, dzieżki i inne przedmioty codziennego użytku.

Wspomagany przez rodzinę przystąpił do budowy nowego budynku przeznaczonego na dom i warsztat. Wznosił go na tej samej działce, gdzie poprzedni dom z tą jednak różnicą, iż nowy znajdował się frontem do ulicy Dworskiej, a stary szczytem do ul. Koziej. Mimo, że nie zachowały się żadne plany tego budynku musiał być on dosyć duży, gdyż znajdowały się w nim dwa piece do wypału ceramiki, większy do biskwitu i mniejszy do poszkliwionych naczyń. Niedługo jednak los sprzyjał Konopczyńskim. W 1914 wybuchła pierwsza wojna światowa. Od grudnia 1914 roku do lipca 1915 roku niedaleko od Bolimowa, wzdłuż Rawki i Bzury przebiegała linia fontu wschodniego. W domu garncarza przy Dworskiej był sztab wojsk rosyjskich.

Początkowo mieszkańcy kryli się w piwnicach szukając schronienia przed ostrzałem, potem gromadzili się w kościołach, ale i tam nie było bezpiecznie. Położenie posesji Konopczyńskich nieopodal kościoła św. Anny stwarzało bezpośrednie zagrożenie dla życia rodziny. W końcu jednak wszyscy zmuszeni zostali do opuszczenia swoich domostw. Konopczyńscy pieszo udali się do Warszawy. Tuż przed opuszczeniem rodzinnej miejscowości zakopali w ziemi na swoim podwórku dwa wozy gotowych do sprzedaży garnków. Niemożliwe było ich zabranie, chociażby ze względu na pokaźne rozmiary. Jak okazało się po wojnie, nie pozostał nawet jeden. Pobyt w Warszawie okazał się trudnym doświadczeniem dla przybyłej z prowincji rodziny.

Pozbawieni źródła utrzymania zamieszkali na Mokotowie. Walenty podjął pracę w Radzyminie, w garncarni należącej do Niemca i dojeżdżał tam co dzień. Żona Leokadia pracowała jako krawcowa. W okresie wczesnej wiosny garncarz zachorował na zapalenie nerek i przez jakiś czas przebywał w Szpitalu Przemienienia Pańskiego na Pradze. Aby móc przetrwać ciężkie chwile obie córki Konopczyńskich musiały znaleźć jakieś zajęcie. Przez kilka miesięcy Janina pracowała u ogrodnika. Wkrótce w jej ślady poszła młodsza siostra Aleksandra. Najmłodszy czternastoletni Stefan chodził do szkoły przy ul. Rakowieckiej. W swej rękopiśmiennej kronice tak opisał ostatnie dni pobytu w stolicy: "Wieczorem wychodziliśmy patrzeć w zachodnia stronę, skąd było widać błyski rozrywających się pocisków. Od czasu do czasu odwiedzały Warszawę samoloty niemieckie, do których z frontu mokotowskiego wysyłano pociski. Nareszcie runął front, Niemcy podchodzą pod Warszawę.

Z frontów rozpoczyna się strzelanie, uciekamy na ulicę Solec, by znowu na drugi dzień uciekać z powrotem do Mokotowa.". Kiedy 5 sierpnia Niemcy wkroczyli do Warszawy, Konopczyńscy podjęli decyzję o powrocie do Bolimowa. Stolicę opuścili 10 sierpnia 1915 roku i po kilku dniach wędrówki stanęli w rodzinnej miejscowości. To, co zastali po powrocie było przerażające. Cała najbliższa okolica pokryta była zbiorowymi mogiłami i tysiącami pojedynczych grobów żołnierzy rosyjskich i niemieckich o polsko brzmiących nazwiskach. Południowa część Bolimowa w zasadzie przestała istnieć. Sterczały tylko szkielety budynków i resztki kominów. Z domu Konopczyńskich pozostał jedynie komin z piecem garncarskim. Nie mogąc zamieszkać we własnej posiadłości rodzina zatrzymała się przez kilka dni przy ulicy Sokołowskiej u Karola Witkowskiego. Potem przeprowadzili się do organistówki przy kościele św. Trójcy pozostałej po zmarłym organiście Mijalskim - ojcu Leokadii.

W tym czasie przystąpili do przygotowywania placu pod budowę domu. Oczyszczali go z chwastów, rozbierali resztki starego budynku. Następnie postawili szopę, która służyła jako mieszkanie. Cały 1916 rok zbierali materiały na budowę nowego domu. Walenty pożyczył na ten cel 300 rubli od sąsiada. W końcu udało się im postawić dwuizbowy drewniany budynek z piecem garncarskim. Większość prac przy budowie Walenty i Stefan wykonywali sami. W tym czasie w Bolimowie panowała ogromna bieda. Mieszkańcy mieli problemy ze zdobyciem niezbędnych do życia środków, żywności i opału. Szerzyły się kradzieże i rozboje, dochodziło do drastycznych sytuacji, kiedy to plądrowano cmentarze w poszukiwaniu obuwia i odzieży.

Często groby pozostawiano bez krzyży, które służyły jako opał, bądź też przeznaczane były na sprzęty gospodarskie. Wszyscy mieszkańcy osady zbierali w okolicy łuski po amunicji i sprzedawali je Żydom. Konopczyńscy zbierali je w czwórkę i codziennie przynosili około 100 kilogramów złomu. Janina potajemnie chodziła do leżącej w odległości 5 km wsi Ziąbki i przynosiła stamtąd zakupioną mąkę. Mimo to nigdy nie najadali się oni do syta. Lepsze czasy nastały, gdy Walenty wraz z synem rozpoczęli pracę w nowym warsztacie. Wytwarzali głównie doniczki dla majątków leżących w okolicy Sochaczewa. Zapłatę otrzymywali w zbożu. Część wyrobów sprzedawali na miejscu w czasie jarmarków. Po jakimś czasie stać ich było na zakup krowy. Kiedy w 1918 roku Polska odzyskała niepodległość i Niemcy opuścili Bolimów, życie w tej miejscowości zaczęło stopniowo powracać do normy. Odbudowano część domów, powstawały pierwsze przedsiębiorstwa przemysłowe, rozwijał się handel.

Garncarnia Konopczyńskich produkowała dużą ilość naczyń na zamówienia Koła Polek ze Skierniewic. Były to przeważnie wazony i talerze ozdobne z motywami wycinanek. Produkowana ceramika odbiegała od wzorów ludowych zarówno w technice produkcji, wyglądzie, jak i sposobie dekoracji. Kolorowe rysunki na tle jasnego podkładu i zastosowanie przeźroczystej glazury podnosiło wartość użytkową i artystyczną oraz zapewniało atrakcyjność towaru. W 1923 roku zaproszono Walentego do wzięcia udziału w pierwszej "orientacyjnej" wystawie ceramicznej w warszawskiej Zachęcie. Eksponaty na te imprezę przygotowywał z pomocą żony, która malowała naczynia. Stefan w tym czasie odbywał służbę wojskową w Skierniewicach. Towarzyszył jednak ojcu w czasie pobytu w Warszawie. Wydarzenie to było dosyć ważne w dziejach warsztatu. Konopczyńscy odnowili znajomość z profesorem Jagminem (wówczas przewodniczącym komisji konkursowej).

Nawiązali kontakt z Towarzystwem Popierania Przemysłu Ludowego w Warszawie, które od tamtej pory stało się głównym odbiorcą wytworzonej ceramiki. J. Orynżyna podaje, iż Towarzystwo w niedługim czasie sfinansowało budowę pieca, w którym miała być wypalana duża ilość naczyń. Myliła się jednak, gdyż wówczas piec już stał, a za pieniądze TPPL dokonano jedynie jego przebudowy. Organizacja postawiła przed garncarzami nowe zadania. Kazano im wytwarzać patery, lampy elektryczne, serwisy, filiżanki i czajniki. Wprowadzano pseudoludowe wzory i ornamenty kopiowane z wycinanek. Ceramikę odstawiano do Warszawy na ulicę Tamka 1. Wiele z tych prac w późniejszym czasie zostało nisko ocenionych przez znawców sztuki. Kres wszystkim tym eksperymentom położyła Wanda Szrajberówna, kierowniczka Stacji Doświadczalnej dla Ceramiki Ludowej utworzonej przy TPPL, twórczyni kursów dla garncarzy w Wiśniewie.

Ona to namówiła Walentego do powrotu do dawnych form i zdobienia. Za jej sprawą garncarz zaczął ponownie tworzyć wysmukłe białe dzbany i miski zdobione stylizowanym ptaszkiem na gałązce. Ciekawostką może być fakt, iż sama Szrajberówna nigdy nie nauczyła się toczyć na kole garncarskim, chociaż w środowisku uchodziła za znawcę przedmiotów powstałych przy jego pomocy. Efekty współpracy uwidoczniły się już w 1925 roku na wystawie "Wieś Polska" w Liskowie. Walenty zdobył "Medal Bronzowy Duży", a w dwa lata później w październiku 1927 roku Medal Mały Srebrny oraz nagrodę 1000 złotych na pokazie rolniczym przy Szkole Rolniczej na Blichu w Łowiczu. W dowód uznania jego zasług i pracy na polu sztuki uhonorowano go w 1928 roku Złotym Krzyżem Zasługi.

Dekoracja odbyła się na Zamku Królewskim w Warszawie w obecności rządu i przedstawicieli ambasad. Walentemu w tej ważnej chwili towarzyszył syn Stefan, który po latach zanotował: "Sam moment dekoracji odbywał się w następujący sposób. Dwóch oficerów prowadzi pod rękę dekorowanego do Prezydenta (Mościckiego), ten przypina odznaczenie i składa gratulacje, po nim podchodzi Marszałek Piłsudski, który zamienia kilka słów składając życzenia dalszej, owocnej pracy, po nim składają życzenia ministrowie, a następnie przedstawiciele ambasad.". Na sukces pracowała cała rodzina. Pomocą ojcu służył głównie Stefan, który toczył naczynia na kole. Rysunek na ceramice wykonywał sam Walenty, natomiast żona Leokadia i córka Aleksandra malowały. Przy załadunku pieca do wypału pomagała cała rodzina. W tym czasie powodziło im się nieźle. Zarabiali w ciągu miesiąca tyle, co zwykły garncarz w ciągu roku. Wartość wytwarzanego towaru wynosiła 3-4 tysiące złotych rocznie.

Dodatkowym źródłem utrzymania było sukcesywnie powiększane gospodarstwo rolne. W zarządzie TPPL podjęto decyzję, że Stefan powinien uzupełnić wiadomości zawodowe i wziąć udział w trzymiesięcznych kursach dla garncarzy ludowych w Wiśniewie. Koszt kursu wynosił 2000 złotych. Przy przyznawaniu nagrody pieniężnej w Łowiczu zaznaczono, iż ma być przeznaczona na ten cel, dołożyć jednak trzeba było drugie tyle. Walenty nie chciał się zgodzić na wyjazd syna ponieważ, był on niezbędnym pomocnikiem w warsztacie, a ponadto obawiał się, że może mu zaimponować inne nowe miejsce. Stefan pełen obaw w 1928 roku pojechał do Wiśniewa. Bał się, że nie sprosta stawianym mu wymaganiom. Wkrótce okazało się, że jest pojętnym uczniem. W Wiśniewie przebywał sześć miesięcy. W czasie trwania kursów zdobył dwie nagrody pieniężne-w sumie 200 złotych. Pomyślnie zdał egzaminy i otrzymał świadectwo, a także tytuł instruktora ceramiki.

Młodemu garncarzowi zaproponowano pracę w Warszawie, jednak ze względu na zły stan zdrowia ojca musiał on wracać do domu, by prowadzić warsztat. W roku 1929, wspólnie już Walenty i Stefan, wzięli udział w Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu i otrzymali dyplom uznania za wartość techniczną i artystyczną wystawionych eksponatów. Przy wypisywaniu dyplomu pomylono jednak imię ojca, wpisując Wincenty zamiast Walenty. Rok później prace ich zdobyły kolejne wyróżnienie. Na zorganizowanej w Wilnie wystawie sztuki ludowej z okazji Drugich Targów Północnych przyznano Walentemu i Stefanowi Konopczyńskim Wielki Srebrny Medal. Stefan Konopczyński opowiadał, że w tym czasie wykonywali naczynia dla Prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego.

Na specjalne zamówienie przygotować mieli misę do mycia w ptaki i kwiaty oraz w ten sam sposób zdobiony dzban do dworku w Spale. Niestety nie istnieje żaden dokument potwierdzający ten fakt. Najczęściej zamówienia u garncarza były i są składane w formie ustnej, sporadycznie zaś na piśmie. Z reguły pozostałością po zamówieniach są napisane przez garncarza ręczne notatki, dotyczące wielkości i ilości zamówionych przedmiotów, a także ewentualnego napisu. W szczególnych przypadkach o zamówieniach świadczą pozostawione projekty czy szkice, czasem pojedyncze przedmioty. Mimo wszystkich dotychczasowych sukcesów Konopczyńskim nie udało się uciec przed skutkami kryzysu gospodarczego. W skutek zubożenia społeczeństwa zmalał popyt na artykuły ceramiczne. TPPL składało mniejsze zamówienia, zalegało też z zapłatą za wyprodukowany towar. Co prawda niewielkie ilości garnków udało się wysłać za granicę: do Anglii, czy Stanów Zjednoczonych.

Nie powstrzymało to jednak wkradającej się biedy. Na własną rękę Konopczyńscy próbowali sprzedawać wyroby w księgarni łowickiej i sklepikach w Skierniewicach. Produkowano także niewielkie ilości doniczek do rozsady dla majątków położonych w okolicach Rawy, Teresina, Szymanowa, ale zysk był znikomy. Wydatków było coraz więcej. Walenty od dłuższego czasu chorował na astmę. Nie mógł pracować w warsztacie, więc wszystkie obowiązki przejął Stefan. Pomagały mu zaś matka i siostra. Młody garncarz umiał toczyć wszystkie naczynia, ale nigdy nie lepił uch. Elementy te zawsze wykonywał jego ojciec, dlatego "czynność ta była prawdziwą męką, glina urywała się, nie można było jej wyciągnąć". 26 lutego 1933 zmarł Walenty Konopczyński. W domu akurat nie było pieniędzy, nie nadeszły z Warszawy. Rodzinie pomógł jeden z mieszkańców Bolimowa Jakub Wolff, z pochodzenia Niemiec. Sam zaoferował pomoc finansową w momencie, kiedy wszyscy inni jej odmówili. "Pogrzeb ojca był wspaniały, mieszkańcy Bolimowa i okolic tłumnie przybyli na tę uroczystość" - po latach wspominał Stefan.

Stefan Konopczyński. Po śmierci ojca obowiązek podtrzymywania tradycji garncarskich w rodzinnej spadł na Stefana. Sumiennie prowadził on pracownię przy Dworskiej. Życie płynęło spokojnie, praca przynosiła dochody, a TPPL nadal zapewniało zbyt. Od czasu do czasu garncarnię odwiedzali turyści oraz etnografowie z różnych zakątków Polski i świata. Często też na miejscu nabywali gotowe wyroby. Z okazji 800-lecia Łowicza w 1936 r. organizowane były uroczyste obchody w tym mieście. Stefan Konopczyński przygotował z tej okazji wystawę sztuki ludowej. W dowód uznania otrzymał pamiątkowy dyplom. Nadszedł jednak rok 1939 i wybuchła II wojna światowa. Od 9 do 16 września toczyła się krwawa bitwa nad Bzurą. W Bolimowie słyszalne były jej echa.

Po przegranej kampanii wrześniowej nastały dla osady ciężkie czasy. Niemcy kontrolowali każdy przejaw życia codziennego, wprowadzono godzinę policyjną, rozpoczęto aresztowania i egzekucje. Stefan Konopczyński, jak wielu innych ukrywał się przez około półtora miesiąca w jednej z okolicznych wsi. Przebywał na Ziemiarach u gospodarza o nazwisku Trynkowski, pomagając jednocześnie w gospodarstwie. Gdy sytuacja trochę się ustabilizowała 9 listopada powrócił do domu. Tego samego dnia został aresztowany i przewieziony do więzienia w Łowiczu. Przebywał tam pół roku, aż do maja 1940 roku. Wolność odzyskał dzięki ceramice. Rozpoznał go oficer niemiecki nazwiskiem From, który przed wojną kupował u Konopczyńskiego ceramikę.

Kazał on wypuścić garncarza i złożył u niego duże zamówienie na garnki. Niemcy sprowadzali do Bolimowa szkliwa, glinkę saską i farby. Robili to nielegalnie. Wszystko to przywożone było w beczkach z napisem mąka, bądź żywność. O glinę i inne potrzebne do produkcji rzeczy, takie jak, drewno na opał musiał się postarać sam garncarz. Wykonane naczynia odbierali Niemcy, ale nikt nigdy za nie nie zapłacił. Wtedy liczyło się tylko życie. Wielu Niemców przychodziło często do Konopczyńskiego. Ze zdumieniem i podziwem patrzyli jak z bryłki gliny powstają misy, wazony, dzbany. Niektórzy nie mogąc uwierzyć, że przedmioty te powstają jedynie przy użyciu gliny formowanej sprawnymi palcami, odkręcali toczek (górne kółko) w poszukiwaniu sprężyny, która jakoby miała wypychać gotowe garnki. Praca w warsztacie uchroniła garncarza, jego rodzinę i innych mieszkańców osady, a między innymi Henryka Króla i Bronisławę Olejnik, przed wywiezieniem na roboty.

Wszyscy oni potrzebni byli do pomocy w garncarni, przygotowywali glinę, kręcili szkliwo bądź kaolin w młynku żarnowym. Pracowali pośrednio dla Niemców, byli niejako nietykalni. Kontrole przeprowadzane w warsztacie nie były w stanie zweryfikować, kto jest tam potrzebny, a kto nie. W czasie wojny Stefan otrzymał od Niemców propozycję przejęcia fabryki naczyń kamionkowych w Łowiczu. Przez pewien czas zastanawiał się nad nią, ostatecznie jednak jej nie przyjął. Przejmując zakład mógłby zatrudnić mieszkańców Łowicza i uchronić ich przed Niemcami, ale jednocześnie mógł zostać posądzony o współpracę z wrogiem. Odmówił tłumacząc się brakiem doświadczenia w prowadzeniu tak dużego zakładu. Jednak rzeczywisty powód odmowy był inny. Matka powiedziała mu, że "Niemcy będą brać garnki, a nie będzie komu za nie zapłacić". 26 listopada 1941 roku w wieku 76 lat zmarła chora od dłuższego czasu matka-Leokadia Waleria Konopczyńska.

Ciężkie warunki zmusiły Konopczyńskiego do sprzedaży cegły zgromadzonej w latach 1937 – 38 na budowę nowego domu. 17 stycznia 1945 roku żołnierze Armii Czerwonej sforsowali rzekę Rawkę i wkroczyli do osady. Bolimów był wolny. Rok 1945 przyniósł Polsce gruntowne przemiany w strukturze zawodowej i społecznej ludności, wynikające ze zmiany ustroju państwa. Celem władz stało się uspołecznienie podstawowych gałęzi życia gospodarczego, zapewnienie państwu kontroli sektora prywatnego oraz obrotu handlowego. Tymczasem gospodarka narodowa była zrujnowana. Większość dużych zakładów przemysłowych zniszczono w trakcie działań wojennych, inne wymagały gruntownego remontu i modernizacji.

Potrzeby społeczeństwa rosły coraz bardziej, toteż przez kilka lat pozwolono małym zakładom prywatnym prowadzić działalność gospodarczą i zaspakajać popyt rynku. Na początku 1945 roku w Bolimowie istniało około 30 warsztatów rzemieślniczych i kilkanaście prywatnych sklepów. Jednym z warsztatów, który przetrwał wojnę była pracownia garncarska rodzeństwa Stefana i Aleksandry Konopczyńskich. W trakcie działań wojennych zakład nie uległ zniszczeniu, a więc nie trzeba go było odbudowywać. Większość czynności w garncarni wykonywana była ręcznie. Podstawowym surowcem była glina sprowadzana z Nieborowa. Problemem było zdobycie farb ceramicznych i innych składników do produkcji szkliwa. Warsztat Konopczyńskiego działał na zasadach rzemieślniczych. W roku 1948 Urząd Skarbowy w Łowiczu zaczął domagać się od niego spłaty podatku obrotowego za rok 1944 w wysokości 1740 złotych i podatku dochodowego z dodatkiem wojennym w kwocie 1437 złotych.

Takich funduszy rodzina jednak nie posiadała. W czasie wojny wytwarzali oni ceramikę, ale nikt im za nią nie płacił. W okresie tym trwała już współpraca garncarza ze Spółdzielnią Sztuki i Przemysłu Ludowego Rzeczypospolitej Polskiej w Łodzi nawiązana w 1948 roku. Konopczyński był przewodniczącym Rady Nadzorczej Spółdzielni, która była głównym odbiorcą wytworzonej ceramiki. Dostarczała niezbędnych surowców, wykupiła kartę rejestracyjną dla warsztatu. Dzięki interwencji tej organizacji oba podatki, w sumie 3177 złotych, zostały umorzone. We wrześniu 1946 roku Stefan wziął udział w Pomorskiej Wystawie Przemysłu Rzemiosła i Handlu zorganizowanej z okazji 600-lecia miasta Bydgoszczy i otrzymał tam dyplom.

Rok później dostał propozycję współpracy z prof. Jagminem przy tworzeniu i prowadzeniu wzorcowego warsztatu garncarskiego w Henrykowie pod Warszawą. Pojechał nawet obejrzeć pracownię, ale kiedy okazało się, że najpierw trzeba odbudować zniszczone budynki, zrezygnował. Nie posiadał pieniędzy, które mógłby zainwestować, ani żadnych innych środków, które przeznaczyłby na długi pobyt poza domem. Także jego siostry zostałyby w domu bez źródła utrzymania. Ponadto musiał wywiązać się ze zobowiązań wobec Spółdzielni. 20 kwietnia 1949 roku Stefan Konopczyński ożenił się z Leokadią Skrońską. Wcześniej nie znalazł na to czasu, gdyż w pełni pochłaniała go praca. Jedynym potomkiem zrodzonym z tego małżeństwa jest Jan.

Dwójka starszych dzieci zmarła po narodzeniu. Starsze siostry Konopczyńskiego nigdy nie założyły swojej rodziny. W listopadzie 1949 roku Stefan pokazał swoje prace na wystawie garncarstwa i wycinanek regionów województwa łódzkiego zorganizowanej w Łodzi z inicjatywy Wojewódzkiego Wydziału Kultury i Sztuki. Otrzymał tam nagrodę Starosty Łowickiego oraz Państwowego Banku Rolnego, a 18 grudnia 1949 roku nagrodę Spółdzielni Sztuki Przemysłu Ludowego w Łodzi w wysokości 10 000 złotych. W roku 1950 garncarz ze względu na rejonizację zmuszony był do wystąpienia ze Spółdzielni z Łodzi. Został natomiast jednym ze współzałożycieli Spółdzielni Przemysłu Ludowego i Artystycznego "Sztuka Łowicka" w Łowiczu.

Przez szereg kolejnych lat instytucja ta była odbiorcą wytworzonych naczyń. Współpraca z nią układała się nieco inaczej. Warsztat zaliczony został do grona zakładów chałupniczych. Od twórców wymagano, aby co miesiąc wykonywali odpowiednią ilość towaru w pierwszym gatunku. Wynagrodzenie za pracę wynosiło 4 złote za godzinę. Dla "Sztuki Łowickiej" pracowali Stefan i Aleksandra, a w ciągu miesiąca każdemu wolno było przepracować najwyżej 200 godzin. W sumie zarabiali 1600 złotych. Pracy natomiast było dużo więcej, sam wypał trwał 20 godzin. W zarządzie Spółdzielni zasiadali często ludzie, którzy nie mieli pojęcia o ciężkiej pracy rzemieślników. Liczyła się jedynie ilość i zysk. W 1952 roku Wydział Kultury Wojewódzkiej Rady Narodowej zorganizował konkurs i wystawę ceramiki ludowej województwa łódzkiego. Impreza ta miała na celu "wydobycie wartości artystycznych istniejących w tej gałęzi rzemiosła ludowego oraz stworzenie możliwie dokładnego obrazu zdobnictwa w ceramice".

Nadesłano 216 prac wykonanych przez 16 uczestników. Konopczyński oczywiście wziął w niej udział. Eksponaty oceniono dwukrotnie. Pierwszy raz przez jury konkursowe złożone z przedstawicieli lokalnych władz i organizatorów, drugi przez komisję złożoną z plastyków. W obydwu przypadkach prace Konopczyńskich zdobyły uznanie. Wystawione rzeczy, głównie talerze, miski dwojaki i dzbanki zdobione motywami kwiatowymi z ptaszkiem, przyznano im pierwszą nagrodę. W latach 50-tych Stefan wykonywał tralki do bramy pałacu w Nieborowie. Później robił także majolikowe kafle heraldyczne do przebudowy nieborowskich pieców. U Konopczyńskich zachowały się dwie formy do takich kafli. Na jednej z nich widnieje podobizna orła. Podobny on jest do orła widniejącego w herbie województwa mazowieckiego. Drugi zaś przedstawia krzyż i skrzyżowaną z nim szablę. Niestety, tego herbu nie udało się zidentyfikować. W tym samym czasie Konopczyński wykonywał naczynia do filmów "Generał Walter" i "Syrena Warszawska".

Później, w latach 60-tych, jak mawiał: "zgodnie z rysunkiem" robił metrowe wazy do filmu "Faraon" oraz mnóstwo innych naczyń do "Krzyżaków". Należy wspomnieć, iż Stefan Konopczyński nie poprzestał na umiejętnościach, które zdobył przy boku ojca, czy też na kursach w Wiśniewie. Pogłębiał swoją wiedzę w trakcie wielu szkoleń. Brał także czyny udział w konferencjach dotyczących twórczości ludowej. W październiku 1952 roku został wytypowany przez Radę Artystyczną przy Ministerstwie Kultury i Sztuki na naradę działaczy kultury w Szczecinie. Pojechał tam jako jedyny przedstawiciel powiatu łowickiego. W czasie trwania obrad zgłosił propozycję utworzenia w Bolimowie "szkoły średniej rzemieślniczej z działem ceramicznym". Otrzymał przychylną odpowiedz władz, lecz projekt ten nigdy nie doczekał się realizacji. W marcu 1953 roku garncarz uczestniczył w Pierwszej Ogólnopolskiej Konferencji Twórców Ludowych w Warszawie zorganizowanej przez Ministerstwo Kultury i Sztuki.

Natomiast w 1954 roku brał udział w kursach dla garncarzy z całej Polski organizowanych w Centrum Doskonalenia Rzemiosła w Krakowie, a w latach późniejszych we Wrocławiu, Białymstoku i Włocławku. Wyroby rodzeństwa Konopczyńskich często gościły na licznych wystawach. W 1958 pokazano je na wystawie Sztuki Ludowej województwa łódzkiego. Ekspozycja ta miała charakter czasowy, prezentowana była w różnych miastach Polski - na początku w Muzeum Historycznym w Warszawie, potem zaś w Płocku, Tomaszowie i Radomsku. Muzeum Narodowe Oddział w Łowiczu w październiku 1964 roku zorganizowało pokaz pokonkursowy "Twórczośc ludowa w łowickiem w okresie dwudziestolecia Polski Ludowej".

W 1967 wyroby rodziny Konopczyńskich prezentowane były na monograficznej wystawie w łowickim muzeum otwartej z okazji pięćdziesięciolecia pracy zawodowej i artystycznej. Ekspozycja otwarta była dla zwiedzających przez dwa miesiące. Ceramikę pokazano wraz z innymi wytworami sztuki ludowej, z którymi niegdyś "harmonijnie współżyła w izbie lub domu mieszczańskim". W latach 70-tych o twórczości rodzeństwa Konopczyńskich mówiło się mniej. Pogarszająca się sytuacja ekonomiczna w Polsce i komplikująca się rzeczywistość polityczna nie sprzyjała działalności mającej na celu propagowanie twórczości ludowej. Organizowano mniej wystaw i pokazów. Podeszły w wieku Stefan Konopczyński i starsza od niego siostra Aleksandra nie mogli liczyć na pomoc państwa. Oboje mieli problemy z przejściem na emeryturę. Nie chciano zaliczyć im do stażu pracy chałupnictwa, które wykonywali przez dwadzieścia pięć lat.

Ostatecznie jednak po interwencji Stowarzyszenia Twórców Ludowych, którego byli członkami przyznano im zasłużoną emeryturę. Konopczyńscy nie zaprzestali jednak wyrobu swojej ceramiki. Nadal wytwarzali garnki dla Spółdzielni Przemysłu Ludowego i Artystycznego "Sztuka Łowicka". Pokazywali się też na festiwalach sztuki ludowej w Płocku, Kazimierzu nad Wisłą, czy Ogólnopolskich Targach Sztuki Ludowej, a także Cepeliadach w Warszawie. Za osiągnięcia w upowszechnianiu kultury w 1966 roku Stefan otrzymał Złoty Krzyż Zasługi, a w 1979 roku Nagrodę im. Oskara Kolberga . Natomiast w 1982 roku dyplom honorowy od Ministerstwa Kultury i Sztuki. Oprócz prowadzenia warsztatu garncarz wiele czasu poświęcał działalności społecznej. W Bolimowie od 1907 roku istniała Ochotnicza Straż Pożarna. Jednym z jej członków, od samego niemal początku był Stefan Konopczyński. W roku 1932 to on wraz z innymi zbierał fundusze na unowocześnienie sprzętu gaśniczego i zakup spalinowej motopompy. Była to najbardziej lubiana przez niego praca. Swoistym rekordem jest ponad 80-letnia przynależność do Związku Ochotniczych Straży Pożarnych.

Do 1990 roku, czyli przez 50 lat Stefan był faktycznym, a do końca swojego życia honorowym prezesem OSP w Bolimowie. W szeregach strażaków był członkiem Zarządu Powiatowego w Łowiczu, Zarządu Okręgu Związku Ochotniczych Straży Pożarnych w Łodzi i Zarządu Wojewódzkiego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych w Skierniewicach. Wiele czasu poświęcił na budowę, a później rozbudowę strażnicy i prace związane z funkcjonowaniem straży. Uhonorowaniem jego działalności strażackiej jest Złoty Znak Związku nadany w 1985 roku i medal honorowy im. Józefa Tulioszkowskiego nadany w 1996 roku . W końcowych latach II Rzeczypospolitej Konopczyński był członkiem władz samorządowych gminy Bolimów. Działalność ta była zasadniczą przyczyną do prześladowań przez okupanta w czasach wojny. Po powrocie z więzienia związał się ze strukturami podziemnej Polski. Początkowo ze Związkiem Walki Zbrojnej, a później Armią Krajową.

Jako żołnierz Armii Krajowej w stopniu plutonowego dostarczał do Sztabu Powiatowego w Łowiczu meldunki, uczestniczył w odbiorze zrzutów, przewoził broń. "Tuż przed odzyskaniem niepodległości w koszu z wazonikami przewoziłem meldunek do Łowicza." Po wyzwoleniu tj. w 1945 roku został wybrany do Zarządu Osady Bolimów. Bolimów posiada jeszcze z nadań królewskich lasy, które są przedmiotem wspólnego zagospodarowania. Przez 43 lata, bo do 1988 roku był sekretarzem Zarządu. Z dochodów pochodzących ze sprzedaży drewna w Bolimowie wykonano szereg inwestycji: brukowano ulice, zbudowano linię energetyczną z rozprowadzeniem po ulicach osady, wybudowano Dom Ludowy ze strażnicą OSP, hydrofornię wraz z siecią wodociągową, gajówkę w Ziemiarach, a także wiele kilometrów dróg leśnych umożliwiających wywóz drewna z lasu. Osada, a w tym Stefan Konopczyński uczestniczyła jako inicjator i jednostka współfinansująca, tak istotne dla Bolimowa przedsięwzięcia, jak budowa szkoły podstawowej, zagospodarowanie rynku, powstanie pomnika, czy ośrodka zdrowia.

Do 1985 roku przez wiele kadencji był radnym Gromadzkiej, a później Gminnej Rady Narodowej, w tym przez kilkanaście lat przewodniczącym Społecznej Komisji Pojednawczej, która godziła zwaśnione rodziny, łagodziła spory sąsiedzkie. Przez wiele lat Konopczyński zasiadał również w Radach Nadzorczych Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska" w Bolimowie i Banku Spółdzielczym, gdzie był przewodniczącym. Był także założycielem i prezesem terenowego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację w Bolimowie. Za działalność w okresie okupacji został odznaczony w 1974 roku Krzyżem Partyzanckim, a za działalność w szeregach Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych Odznaką Za Zasługi w 2001 roku. Był również odznaczony za zasługi dla Województwa Łódzkiego w 1974 roku i Województwa Skierniewickiego w 1981 roku. Przez szereg lat prowadził kronikę Bolimowa i pisał kronikę rodzinną. Opiekował się licznymi w okolicy zabytkami.

W dowód tego w 1974 roku został wyróżniony Złotą Odznaką "Za opiekę nad zabytkami". Ciekawostką może być takie zdarzenie. Otóż, kiedy w latach 30-tych rozkopywał wał ziemny znajdujący się na łące nad Rawką natrafił na szczękę zwierza. Znalezisko przekazał do muzeum. Po szczegółowych badaniach okazało się, iż jest to szczęka niedźwiedzia jaskiniowego. Mimo, iż na równi z bratem pracowała Aleksandra, a na uroczystościach występowali razem, prawie zawsze dyplomy widnieją jedynie dla Stefana. Chociaż taki sam wkład ich pracy niezbędny był do osiągnięcia końcowego efektu. Niedoceniona malarka zmarła 8 grudnia 1985 roku. Pomimo trudnej sytuacji w kraju, ciężkich czasów kryzysu i niesprzyjających warunków Konopczyńscy nigdy nie przerwali pracy w warsztacie. W czasach gdy inni czasowo zamykali swoje pracownie ( np. Neclowie w Chmielnie), ceramika bolimowska dalej trafiała do odbiorców. Stefan prawie stracił nadzieję na podtrzymanie rodzinnych tradycji ze względu na swój słuszny wiek i zgoła odmienne zainteresowania jedynego potomka. Jednak od 1981 roku pracę w warsztacie podjął syn Stefana Jan Kanty Andrzej, który po przodkach odziedziczył talent i zamiłowanie do tego niełatwego rzemiosła.

Za jego sprawą przeprowadzono gruntowny remont i modernizację w warsztacie. Dla potrzeb pracowni przebudowano pomieszczenia gospodarcze, pociągnięto własnym kosztem specjalną linię energetyczną, zakupiono nowy piec elektryczny. Młyn żarnowy do mielenia kaolinu i szkliwa zastąpiony został młynkami porcelanowymi napędzanymi silnikiem. Zainstalowano drugie koło garncarskie wprawiane w ruch silnikiem elektrycznym. W Niemczech, wówczas jeszcze Zachodnich, zakupiono nowe, gotowe farby ceramiczne, niezbędne do wykonania malatury. Było to dziesięć pastelowych kolorów. Dawne trzeba było przed rozrobieniem z wodą mieszać w odpowiednich proporcjach i rozcierać na szkle dla uzyskania odpowiedniej konsystencji.

Początkowo toczył jedynie Stefan, ale ze względu na jego wiek obowiązki te spadły na Jana. Kilka lat później staruszek mawiał odwiedzającym warsztat turystom: "syn toczy lepiej ode mnie. Naczynia jego są lżejsze, cieniej wytoczone". Dlatego też nieprawdę napisały Ewa Foryś-Pietraszkowa i Bronisława Kopczyńska-Jaworska, że "produkcję kontynuuje syn Konopczyńskiego, ale daleko mu do mistrzostwa ojca". Kiedy w 1993 roku Ministerstwo Kultury i Stuki sformułowało program "Ginące zawody", warsztat Konopczyńskich wpisany został do bazy danych. Ponadto miał zostać objęty mecenatem, a województwo chciało zorganizować tu wzorcowy warsztat, gdzie miałyby się odbywać zajęcia dla szkół. Na obietnicach się jedynie skończyło, a urzędnicy więcej się nie pojawili. Właśnie w 1993 roku po kilkunastoletniej przerwie ponownie pokazano prace Konopczyńskich w Muzeum Narodowym w Warszawie Odział w Łowiczu na wystawie, która nosiła tytuł "Biała robota. Ceramika ludowa".

Przypomniała ona prace Walentego i Stefana Konopczyńskich z lat 1918-1932. Trzy lata później, w lipcu 1996 roku ceramikę wykonaną przez Jana Konopczyńskiego zaprezentowano na wystawie pokonkursowej "Ginące zawody. Sztuka ludowa województwa skierniewickiego". Na konkurs nadesłano 9 prac ceramicznych, a naczynia Jana zdobyły II nagrodę. 3 sierpnia 1998 roku miało miejsce otwarcie indywidualnej wystawy pt. "Garncarstwo Konopczyńskich z Bolimowa" w Galerii Urzędu Dzielnicy Śródmieście Gminy Warszawa-Centrum w Warszawie przy ulicy Nowogrodzkiej 43. Z okazji 50-lecia Cepelii zorganizowano zaś konkurs, gdzie Jan Konopczyński zdobył III nagrodę. Informacje podane o rodzinie Konopczyńskich w książce pt. "Piękno użyteczne czy piękno ginące" nie tyko w jednym miejscu mijają się z prawdą. I tak na stronie 108 czytamy: "(...)pracownia podupadła". Pracownia nie tylko nie podupadła, ale rozwija się cały czas.

Dowodem na to niech będzie fakt, iż prowadzone są w niej warsztaty garncarskie dla zainteresowanych tajnikami pracy garncarza oraz realizowane są liczne zamówienia. Kilka lat temu wykonano naczynia do filmu "Dzieje mistrza Twardowskiego", później do "Ogniem i mieczem" i do serialu "Przeprowadzki". Ostatnio zaś do filmu "Wiedźmin". Wiele z tych naczyń wykorzystano też przy produkcji filmów "Pan Tadeusz", czy "Zemsta". Były to głównie butle, kufle, kubki, szklanice, misy i talerze toczone na kole, koloru czerwonego, szkliwione częściowo, dwa razy wypalane.

3 maja 2001 roku strażacy bolimowscy obchodzili setną rocznicę urodzin swojego honorowego prezesa, a 15 czerwca 2001 roku odbyły się faktyczne urodziny seniora rodu Konopczyńskich. Obie uroczystości przebiegały przy bardzo dobrej kondycji fizycznej i psychicznej jubilata. Po krótkiej chorobie Stefan Konopczyński zmarł 24 lipca 2001 roku.

Członkowie rodziny chętnie uczestniczą w licznych pokazach, kiermaszach twórczości ludowej, np. w Muzeum Etnograficznym w Warszawie, czy Toruniu oraz w imprezach mających na celu popularyzację sztuki ludowej ("Łęczyca w barwach jesieni", "Jarmark Łowicki"). Działalnością warsztatu interesują się liczni etnografowie i naukowcy. Pracownia leży na szlaku wielu turystów indywidualnych. Odwiedzana jest chętnie przez wycieczki szkolne. Dzieci, młodzież i dorośli przyjeżdżają tu, aby samemu spróbować ulepić coś z gliny. W ciągu istnienia warsztatu odwiedzili go turyści z ponad czterdziestu krajów świata.

6) Pani Marianna Sołtyszewska. Pani Marianna Sołtyszewska urodziła się 6 listopada 1927 roku w miejscowości Ostra Góra. W latach 1953 – 1993 pełnia funkcję Prezesa Spółdzielni Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Sztuka Łowicka”. Z jej inicjatywy w Łowiczu na początku lat 50-tych zaczęła funkcjonować wzorcowo prowadzona Spółdzielnia wytwórcza zrzeszająca dziesiątki twórców ludowych i rękodzielników. Jej osobiste zaangażowanie i współpraca z Muzeum w Łowiczu oraz dużą grupą etnografów i artystów plastyków przyczyniły się do ochrony i rozwoju wielu zanikających dziedzin łowickiej sztuki ludowej i rękodzieła artystycznego. Wieloletnia współpraca z Cepelią spowodowała, że łowickie wycinankarstwo, hafciarstwo, ceramika, wyroby plastyki zdobniczo-obrzędowej oraz wyroby tkactwa łowickiego znane były w całej Polsce i poza granicami kraju.

Pani Marianna Sołtyszewska jest także znaną działaczką społeczną, opiekunem łowickich twórców ludowych, inicjatorką wielu przedsięwzięć kulturalnych lokalnych i ogólnopolskich jak kiermasze, wystawy, konkursy, wydawnictwa oraz zaangażowaną działaczką ruchu spółdzielczego. Była posłem na sejm, przez wiele lat pełniła wiele funkcji w Krajowej Radzie Spółdzielczej, była członkiem wielu organizacji i stowarzyszeń kulturalnych. Od 1992 roku do chwili obecnej jest Przewodniczącą Rady Fundacji „Cepelia” Polska Sztuka i Rękodzieło. Uhonorowana wieloma orderami i odznaczeniami państwowymi, spółdzielczymi i cepeliowskimi.

7) Anna i Henryk Świątkowscy. Henryk Świątkowski (ur. w 1909 r. ur. w Złakowie Kościelnym gm. Zduny; zm. w 1999 r.) - etnograf, muzealnik, działacz społeczny. Henryk Świątkowski urodził się w 1909 roku w Złakowie Kościelnym, gdzie, pośród typowego łowickiego folkloru spędził dzieciństwo. Tam również ukończył szkołę powszechną. Od najmłodszych lat interesował się fotografią. Sam skonstruował camerę obscurę, za pomocą, której fotografował głównie ludzi, domy, pola i pejzaże Złakowa Kościelnego i okolic.

W latach 1929 - 1930 był członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej w Złakowie Kościelnym. Ożywienie gospodarcze z lat dwudziestych XX wieku dotknęło także Złaków Kościelny. Powstało tam jedyne w powiecie parafialne kółko rolnicze, spółdzielnia mleczarska oraz z inicjatywy Warszawskiego Towarzystwa Poparcia Kultury Ludowej założono pierwsze w Polce Ognisko Kultury, Sztuki i Przemysłu Ludowego.

Otwarcia Ogniska dokonał 30 maja 1930 roku prezydent Ignacy Mościcki. Jednym z organizatorów owego ogniska była etnograf Jadwiga Chełmińska. Kierowała pracami tkaczek, hafciarek i wycinarek, zorganizowała niedzielny uniwersytet ludowy, a w pracach świetlicowych pomagał jej Henryk Świątkowski. Razem opisywali obrzędy ludowe, spisywali towarzyszące im przyśpiewki, które potem wydał muzykolog Jerzy Olszewski.

W maju 1930 roku przyjechał do Złakowa fotografik Henryk Poddębski, który robił zdjęcia inscenizacji Wesela Łowickiego. Wystawiał je zespół muzyczny Ogniska Księżackiego z Henrykiem Świątkowskim w roli Pana Młodego Pierwsze próby literackie poczynił za namową Jadwigi Chełmińskiej, jego wiersze o tematyce wiejskiej ukazały się w prasie. Wraz z zakończeniem działalności Ogniska w 1932 roku Jadwiga Chełmińska wyjechała do Warszawy, a Henryk Świątkowski do Łodzi, gdzie rozpoczął naukę w Wieczorowym Gimnazjum dla dorosłych Wierzbickiego.

W latach 1933/1934 uczęszczał do Państwowej Szkoły Techniczno-Przemysłowej w Łodzi. W 1937 roku Wydawnictwo Ligi Popierania Turystyki wydało foldery poświęcone Łowiczowi ze zdjęciami Henryka Poddębskiego i tekstami Tadeusza Gumińskiego. W tym czasie Świątkowski nie zdał matury. Przeniósł się z powrotem do Złakowa Kościelnego i tam wydał książkę broszurę o prałacie Aleksandrze Wasilewskim, proboszczu Złakowa. W lutym 1938 roku przystąpił do matury z pozytywnym skutkiem.

W tym samym roku pojął za żonę Jadwigę Chełmińską. Jednocześnie rozpoczął studia na Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie. Przerwał je z powodu rozpoczęcia wojny. Tuż przed wojną, w lipcu i sierpniu 1939 roku wraz z Wacławem Marianem Prytem statystował w filmie "Kosa i karabin", który kręcony był m.in. w Łowiczu i Złakowie Kościelnym. W czasie wojny mieszkał wraz z żoną na Żoliborzu w Warszawie.

Henryk pracował w fabryce żyrandoli elektrycznych A. Marciniaka. Był członkiem straży pożarnej, co parokrotnie uratowało go przed łapankami. Uczęszczał na tajne seminarium etnograficzne prowadzone przez prof. Stanisława Poniatowskiego. Po powstaniu warszawskim przeniósł się wraz z żoną do Złakowa Kościelnego, gdzie prowadził tajne komplety dla młodzieży wiejskiej. Na potrzeby konspiracji posługiwał się pseudonimem Tadeusz Żubr.

Po wojnie Świątkowscy przenieśli się do Łodzi. Od kwietnia 1945 roku Jadwiga Chełmińska pracowała na Uniwersytecie Łódzkim jako starszy asystent w Katedrze Etnografii, współpracowała z Muzeum Etnograficznym w Łodzi, gdzie przez rok pracował również Henryk. W 1946 roku rozpoczął studia na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Łódzkiego. Początkowo studiował pedagogikę, później etnografię, jednocześnie kierując studencką stołówką. W 1950 roku obronił pracę magisterską "Wychowankowie szkół rolniczych powiatu łowickiego i ich wpływ na życie wsi", napisaną pod kierunkiem prof. Heleny Radlińskiej.

W 1949 roku wraz z żoną otrzymali pracę w Muzeum Kultur Ludowych w Warszawie. Piątego stycznia 1951 w wyniku podziału zdań na zebraniu pracowników Jadwiga Chełmińska złożyła rezygnację. Odrzucono jej wniosek, jednak zwolniony został Henryk Świątkowski. W krótkim czasie dostał posadę inspektora-kontrolera w Centralnym Zarządzie Szkół Artystycznych Ministerstwa Kultury i Sztuki. 8 kwietnia 1952 roku zmarła Jadwiga Chełmińska, została pochowana na cmentarzu w Złakowie Kościelnym w grobie rodzinnym Świątkowskich.

W maju tego samego roku Świątkowski otrzymał powołanie od dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie, prof. Stanisława Lorentza, na stanowisko kierownika Muzeum w Łowiczu. Wojewódzki konserwator zabytków przekazał na rzecz muzeum prawie całkowicie zniszczony gmach pomisjonarski, który w ciągu kilku lat został odbudowany. Nowe muzeum przejęło zbiory naukowe PTTK i dawnego Muzeum Miejskiego im. Władysława Tarczyńskiego. Pierwsza wystawa została otwarta w 1952 roku.

28 kwietnia 1953 roku Henryk Świątkowski wziął ślub z Anną Małychą. Świątkowscy zamieszkali w odbudowanym gmachu muzeum, który obecny kształt uzyskał w 1959 roku. W Muzeum w Łowiczu otwarto ekspozycję archeologiczna, historyczną i etnograficzną. Trzy lata później została otwarta wystawa sztuki baroku w odrestaurowanej kaplicy. W 1959 z inicjatywy Stanisława Lorentza zostało założone Towarzystwo Przyjaciół Muzeum w Łowiczu. W 1960 został zatwierdzony statut Towarzystwa.

Dzięki pomocy Towarzystwa w Muzeum w Łowiczu otworzono mini-skansen, przy którym własnoręcznie pracował Henryk Świątkowski. Jego największym marzeniem było stworzenie parku etnograficznego na kształt skansenów z Europy Zachodniej. W ten sposób w połowie lat siedemdziesiątych zaczął powstawać Łowicki Park Etnograficzny w Maurzycach. W 1985 roku, po kilkudziesięciu latach pracy w Muzeum w Łowiczu, Świątkowscy przeszli na emeryturę. W krótkiej informacji o działalności w muzeum Anna Świątkowska napisała: Najważniejszym zadaniem realizowanym przez nas w ciągu trzydziestu kilku lat pracy w Muzeum w Łowiczu była ochrona dziedzictwa kulturowego regionu łowickiego.

Anna Świątkowska - ( ur. 30 października 1915 r. Kowale - zm. 14 listopada 2007 r.) Kustosz Muzeum Narodowego, Oddział w Łowiczu. Szkołę średnią ukończyła w Piotrkowie Trybunalskim. Po maturze przez kilka tygodni uczęszczała na Uniwersytet Ludowy im. Władysława Orkana w Szycach pod Krakowem, aż do jego zamknięcia. W roku 1936 rozpoczęła studia na Wolnej Wszechnicy Polskiej, początkowo na Wydziale Ekonomii, a następnie na Wydziale Pedagogicznym, w sekcji społeczno-oświatowej pod kierunkiem prof. Heleny Radlińskiej.

Jeszcze przed wojną obroniła pracę podyplomową pt. Spadek liczby szkół elementarnych w Królestwie Polskim w latach 1819 - 1821. Praca spłonęła razem z gmachem Wolnej Wszechnicy Polskiej we wrześniu 1939 r. Czasy II Wojny Światowej spędziła pod Białymstokiem, we wsi Siekierki, gdzie prowadziła tajne nauczanie oraz punkt kontaktowy poczty i prasy Armii Krajowej. Po wojnie studiowała Pedagogikę Społeczną na Uniwersytecie w Łodzi. Pracę magisterską Losy i sytuacja sierot i półsierot wojennych obroniła w 1946 roku.

Pracowała w Instytucie Służby Społecznej w Łodzi, prowadząc badania nad sierotami w Pabianicach i Skierniewicach, jednocześnie studiując etnografię na UŁ. W 1948 roku po przeniesieniu się do Warszawy, rozpoczęła pracę w Towarzystwie Uniwersytetów Ludowych, a po jego rozwiązaniu w Instytucie Oświaty Dorosłych, następnie w Urzędzie Rady Ministrów, w Biurze Oświaty i Kultury, a od 1952 r. w Zarządzie Głównym Związku Samopomocy Chłopskiej, w dziele kulturalno-oświatowym.

W 1954 roku wyszła za mąż za Henryka Świątkowskiego i zamieszkała w Łowiczu. W 1957 roku podjęła pracę w Muzeum Narodowym, oddział w Łowiczu, na stanowisku starszego asystenta w dziale oświatowo-naukowym, a w 1963 roku objęła kierownictwo tego działu. W 1959 roku była jednym z członków założycieli Towarzystwa Przyjaciół Muzeum w Łowiczu, i przez następne dwadzieścia pięć lat działała niezwykle aktywnie w tym stowarzyszeniu. Początkowo oprowadzała w Muzeum wycieczki, potem zajęła się popularyzacją twórczości ludowej, i ochroną zabytków etnograficznych.

Prowadziła w muzeum lekcje dla młodzieży, które stały się wzorem dla pracowników placówek muzealnych. Organizowała wystawy, wydawała katalogi i przewodniki. Poświęciła się również działalności badawczej, której owocem było wiele prac naukowych o wycinance łowickiej (Łowicka wycinanka), wnętrzu mieszkalnym (Wnętrze chałupy księżackiej) i obrzędowości (Łowickie zwyczaje i obrzędy doroczne). Z ramienia muzeum współpracowała ze Spółdzielnią Pracy Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Sztuka Łowicka" w Łowiczu.

Współpracowała również z PTTK biorąc udział w szkoleniu przewodników w regionie łowickim. W 1973 roku otrzymała tytuł kustosza. Była wielokrotnie nagradzana za działalność kulturalno-oświatową.

Po przejściu na emeryturę w 1985 roku, publikowała jeszcze prace naukowe oraz pracowała w Spółdzielni „Sztuka Łowicka", jako konsultant etnograficzny. W podsumowaniu działalności zawodowej, swojej i męża Henryka, napisała: Najważniejszym zadaniem realizowanym przez nas w ciągu trzydziestu kilku lat pracy w Muzeum w Łowiczu, była ochrona dziedzictwa kulturowego regionu łowickiego. Zmarła 14.11.2007 roku.

http://lowiczanin.info/wiki/index.php?title=%C5%9Awi%C4%85tkowska_Anna

8) Helena Miazek jest znaną i cenioną łowicką wycinankarką. Wykonuje wszystkie rodzaje tradycyjnych wycinanek. Lubi także podejmować nowe wyzwania i nadawać nowe formy i kształty swoim autorskim pracom. Należą do nich m.in. wycinanki ażurowe w kształcie serc, w których wpisane są pary Księżaków, owalne ze scenami Bożonarodzeniowymi oraz w kształcie koszyków wielkanocnych z barankami i wielobarwnymi pisankami.

Specjalizuje się także w oklejaniu drobnymi wycinankami wydmuszek. Obok niezwykle precyzyjnego cięcia, charakterystyczną cechą jej prac jest świadomy wybór kontrastujących ze sobą kolorów. Jest laureatką wielu konkursów i uczestniczką warsztatów, pokazów i kiermaszów ludowych. Swoją wiedzę chętnie przekazuje młodemu pokoleniu na rożnego rodzaju spotkaniach. Od 1961 r. zaczęła pracować ze Sztuka Łowicką.

Brała aktywny udział we wszelkiego rodzaju spotkaniach organizowanych przez Cepelie Polską. Swoje wycinaki prezentowała wielokrotnie również za granicą m.in. we Włoszech, Belgii, Holandii i Stanach Zjednoczonych. Sztuka Łowicka przyznała Pani Helenie trzy razy stypendium za promowanie kultury ludowej. Helena Miazek bardzo aktywnie współpracuje z Muzeum w Warszawie oraz innymi instytucjami kultury na terenie całego kraju. Za swoja prace otrzymała wiele nagród i podziękowań.

9) Adam Głuszek jest niezwykle wybitnym rzeźbiarzem i malarzem ludowym. Mieszka we wsi Dąbrowice. Należy do grona piewców regionu ludowego. W środowisku twórców ludowych znany jest nie tylko, jaki utytułowany twórca, ale i animator kultury. Pomysłodawca i realizator( za własne środki) mini skansenu, w którym prezentowane są m.in. często unikatowe, zabytkowe pamiątki związane z dawnym Księstwem Łowickim.

Charakterystycznym elementem rzeźb Adama Głuszka jest polichromia, dzięki, której podkreślona jest regionalna przynależność artysty. Z wyjątkową dbałością o szczegóły, twórca umieszcza na rzeźbach i obrazach nawet najmniejsze elementy z bogatego stroju ludowego, sięgając niejednokrotnie do starych, często już nieużywanych wzorów. W bogatej kolekcji powstały „Anioły łowickie”, „Kapele łowicie”, „Wesele Łowickie”, „Łowiczanie”, Kapliczka łowicka”, oraz Matka Boża Łowicka. W łowickiej sukmanie przedstawiony jest także „Chrystus Frasobliwy”, a w stój ludowy ubrana została nawet Święta Rodzina w „Szopce Bożonarodzeniowej”.

Nie sposób nie wspomnieć o silnym przekazie pokoleniowym w rodzinie Głuszków. W ślady ojca poszły również dzieci. Córka Agnieszka współpracuje z wieloma galeriami i chętnie uczestniczy w kiermaszach twórczości ludowej. Sztuką został także „zarażony” Jacek uczestnik plenerów rzeźbiarskich. Adam Głuszek jest członkiem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Twórców Ludowych w Lublinie oraz sekretarzem Oddziału Łódzkiego STL. Od przeszło 20 lat aktywnie uczestniczy w festiwalach i konkursach, warsztatach i plenerach oraz kiermaszach sztuki ludowej. Jest laureatem wielu konkursów na rzeźbę ludową.

10) Ludowy Zespół Artystyczny PROMNI im. Zofii Solarzowej jest reprezentacyjną grupą folklorystyczną Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Zespół powstał 38 lat temu z inicjatywy studentów SGGW i Zofii Solarzowej - wybitnej działaczki polskiego ruchu ludowego. Obecnie w zespole tańczy i śpiewa blisko 80 studentów warszawskich szkół wyższych, głównie SGGW. Muzykami kapeli są studenci i absolwenci Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie oraz instrumentaliści orkiestry Sinfonia Varsovia.

Na repertuar PROMNYCH składają się tańce narodowe: polonez, mazur, kujawiak i oberek, tańce ludowe 12 regionów etnograficznych Polski oraz widowiska ukazujące pieśni, tańce i muzykę danego regionu w kontekście charakterystycznych obrzędów i obyczajów: Wesele Łowickie, Comber Babski z regionu Krakowa Wschodniego i Dziady Żywieckie z Beskidu Żywieckiego. Tam, gdzie stoi pierwszy maj z cieszyńskiego, czy Karczma "Pod Czardaszem" ze Spisza.

Zespół prowadzi obecnie warsztaty taneczne przybliżające polski folklor, prezentuje pieśni okolicznościowe, kolędy i przedstawienia jasełkowe, a także poszerza swój repetuar o standardowe tańce towarzyskie i tańce innych narodów. Od 1972 roku PROMNI reprezentują Polskę, Warszawę i swoją Uczelnię podczas koncertów i festiwali zagranicznych. Piękno polskiego folkloru mogła podziwiać publiczność Białorusi, Belgii, Czarnogóry, Danii, Gracji, Hiszpanii, Japonii, Jugsławii, Kanady, Korei Płd. Płn., Łotwy Łotwy, Niemiec, Norwegii, Portugalii, Rosji, Słowacji, Słowenii i Syrii, Szwajcarii, Szwecji, Tajwaniu, Turcji, Watykanu, Węgier, Wielkiej Brytanii, Włoch, Ukrainy i USA. A tylko w tym roku odwiedziliśmy Czechy, Holandię, Francję i Meksyk.

www.zespolyludowe.pl/component/content/article/1-zespol/916-promni

11) Apolonia Nowak (1944), wybitna śpiewaczka i wycinankarka regionu kurpiowskiego. Uznawana jest za pierwszy, najwybitniejszy „biały” głos Kurpiowszczyzny. Pierwsze swoje kroki w twórczości ludowej stawiała pod okiem babci i matki. Wypracowała swój własny styl wprowadzając do tradycyjnych form wycinanki „gwiozdy”, element asymetryczny: ( portrety świętych, wybitnych osobistości, scenki rodzajowe.)

Jej papierowe dzieła znajdują się w kolekcjach prywatnych, zbiorach muzealnych i galeriach całego świata. „Gwiozda” z portretem Jana Pawła II znajduje się w zbiorach watykańskich. Swój kurpiowski portret otrzymał również prezydent USA Barack Obama. W latach 50-tych zaczęła występować jako solistka w zespołach folklorystycznych, prezentując najpiękniejsze pieśni kurpiowskie. Wielokrotnie zdobywała główne nagrody na konkursach i festiwalach w tym m.in. na Festiwalu w Kazimierzu Dolnym.

Współpracowała z Jackiem Urbaniakiem, założyciel i kierownik Zespołu Instrumentów Dawnych „Ars Nova”. Efektem tej współpracy był udział w licznych koncertach i nagrania dla Polskiego Radia i Telewizji Polskiej oraz wydanie dwóch płyt „Zaświeć niesiądzu” i „Anatomia kobyły”. Dryga z nich otrzymała nominację do Nagrody Akademii Fonograficznej „Fryderyk 2003” w kategorii Album Roku, Muzyka Wokalna. Współpracowała również z zespołem „Swoją Drogą” z k™órym nagrala płytę „Pola”.

Otrzymała ona II Nagrodę na XIII Festiwalu Folkowym Polskiego Radia „Nowa tradycja”, w kategorii Fonogram Folkowy Roku. Nagrała również płytę pt. „Nie mój ogrodusek” z pieśniami kurpiowskimi i utworami inspirowanymi muzyką kurpiowską: K. Szymanowskiego, R. Maciejewskiego, R. Twardowskiego, K. Sikorskiego, St. Moryto, z Warszawskim Chórem Kameralnym pod dyrekcją Rektora Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina - Ryszarda Zimka.

Występowała z muzykami jazzowymi (Włodzimierzem Nahornym, wybitnymi solistami operowymi ( Olgą Pasiecznik, Martą Boberską, Alicją Węgorzewską – Whiskered i Aleksandrą Zamojska.) W ciągu ponad 50 lat pracy twórczej uzyskała setki nagród i wyróżnień w konkursach i festiwalach muzyki ludowej m.in. nagrodę przyznaną w konkursie nagrań muzyki ludowej w Szanghaju i Światowej Wystawie Expo 2000 w Hanowerze.

12) Maria Stachnal, (1944), utalentowana wycinankarka, popularyzatorka sztuki ludowej i społeczniczka. Laureatka wielu nagród i wyróżnień w konkursach krajowych i międzynarodowych m.in. „Zasłużony dla Cepelii”, „Srebrny Krzyż Zasługi”. Wycinanki prezentowała na licznych wystawach m.in. w Anglii, Szwecji, Danii, Francji, Włoszech, Turcji, Niemczech, Łotwie, Leningradzie i Chicago. Jej wycinanki miały specjalną wystawę w Berlinie na wystawie EXOTIC POLAND w 2011 r.

Wychowała się w domu dwóch twórczyń ludowych: babci Józefy Strychalskiej i mamy Janiny Strychalskiej – Wawrukowicz, którym zawdzięcza swój talent i pasję do łowickiej kultury ludowej. W latach 1985-1989 prowadziła ognisko pracy pozaszkolnej przy Szkole Podstawowej Nr 3 w Łowiczu. W tym czasie dzieci z ogniska zajęły I miejsce w konkursie „Koroneczka” w Istebnej.

W latach 1977-1996 oceniała wycinanki przyjmowane przez Spółdzielnię „Sztuka Łowicka” w Łowiczu do sprzedaży. Jednocześnie wykonywała wzory wycinanek , które zatwierdzała komisja etnograficzna. Jej prace pojawiły się wielu publikacjach m.in. „Wycinanka Polska - Rękodzieło Regionu Łowickiego”(2009), „Łowiccy Twórcy Ludowi”, „Łowiccy Twórcy Ludowi – pamięć ocalona.”

13) Stanisław Madanowski, (1941), znany łowicki śpiewak ludowy, głównym solista Zespołu Ziemi Łowickiej przy Powiatowym Domu Kultury w Łowiczu. (w latach 60 XX wieku), później Zespołu Pieśni i Tańca „Kolejarz”. Założyciel Zespołu Pieśni i Tańca „Boczki Chełmońskie (1974), kierownik artystyczny zespołu śpiewaczego „Ksinzoki”. Uczestnik wielu festiwali i przeglądów folklorystycznych m.in. Festiwalu Folklorystycznego „Tradycje 99” w Łódzkim Domu Kultury, Festiwalu „Lutnia” orgaznizowanym przez Bałucki Ośrodek Kultury, Międzypowiatowego Przeglądu Dorobku Wsi Polskiej, Przeglądu Kolęd w Łowiczu. Brał udział w filmie „Popioły” Andrzeja Wajdy (1965), „Bilecie powrotnym” Czesława i Ewy Petelskich (1978) i „Chłopi” w reż. Jana Rybkowskiego (1973).

Kultura ludowa to nierozerwalny i bardzo ważny element jego życia. Z oddaniem i sercem poświecą swój czas młodym pokoleniom. Za swoja działalność otrzymał wiele nagród i wyróżnień m.in. Srebrny Krzyż Zasługi, Zasłużony Działacz Kultury, Zasłużony dla Rolnictwa, Złoty Krzyż Zasługi w Rozwoju Spółdzielczości Bankowej im. Ks. Piotra Wawrzyniaka. Laureat nagrody „Łowicka Róża” przyznawanej przez Starostwo Powiatu Łowickiego.

14) Marian Moskwa, (1936–2012), nauczyciel, muzyk, wielki propagator muzyki regionu łowickiego. Uczył w Liceum Pedagogicznym w Łowiczu, a później Studium Nauczycielskim. Największą jego pasją była jednak działalność na rzecz folkloru łowickiego. Kierownik muzyczny folklorystycznych zespołów pieśni tańca regionu łowickiego: ZPT „Boczki Chełmońskie”, ZPT „Słupia”, ZPT „Sierakowice” i ZPT „Dzieżgów”.

Opracował muzykę dla kapeli grających w zespołach folklorystycznych. Do dziś jego aranżacje wykorzystywane są przez współczesnych muzyków: „Piękny jest nasz Łowicz” – ZPT „Blichowiacy”, „Suita Łowicka” – Boczki Chełmońskie, „Pierzwawka i Śmigus Dyngus” i in. Konsultantem muzyczny do wielu filmów dokumentalnych – współpracował m.in. z prof. Marianem Domańskim z Warszawy. Współorganizował razem z Towarzystwem Etnograficznym w Warszawie kopert w Filharmonii Narodowej pt. „U źródeł Wisły i Mazowsza” (1991 ).

Trzykrotnie doprowadził ZPT Blichowiacy w latach 80-tych do zdobycia prestiżowej nagrody „Złota Jodła” na Festiwalu w Kielcach. Otrzymał za swoją działalność wiele nagród i wyróżnień. Odznaczony Odznaka Honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej woj. łódzkiego i skierniewickiego oraz Krzyże Kawalerskim Odrodzenia Polski.

15) Jadwiga Solińska (z domu Orłowska) ur. 29.01.1929 r. w Wąsoszu Grajewskim w rodzinie chłopskiej. Tam też mieszka. Od 12 kwietnia 1940 roku do 19 lutego 1946 roku przebywała z mamą, babcią i siostrą na zesłaniu w ZSRR w Kazachstanie, w rejonie Pawłodaru nad Irtyszem. Tam w 1943 roku zmarła jej babcia. Ojciec ukrywał się podczas wojny przed NKWD. Swoją przygodę z twórczością rozpoczęła w 1944 roku pod wpływem doświadczeń kazachstańskich. Od 1988 roku należy do Stowarzyszenia Twórców Ludowych (Sekcja Sztuki i Literatury Ludowej). Należy do Koła Pisarzy Ludowych Białostocczyzny, Koła Literatów Polskich im. Zbigniewa Herberta. Posiada członkostwo w Drużynie Weteranów – Harcerzy Ziemi Łomżyńskiej – Krąg Seniorów im. Leona Kaliwody. Współpracuje z Muzeum Podlaskim w Białymstoku, Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu oraz ośrodkami kultury w Łomży, Białymstoku. Jest autorką wierszy i teksów prozatorskich, przede wszystkim opowieści wspomnieniowych i wierzeniowych, anegdot, przekazów baśniowych i podaniowych. Zajmuje się plastyką obrzędową, wykonuje m. in.: wycinanki, kwiaty z papieru, palmy wielkanocne, eksponaty ze słomy i malowanych traw, ozdoby choinkowe. Jej eksponaty obrzędowe znajdują się m. in.: w Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Swoje działa drukowała m. in. W „Gazecie Rolniczej”, „Gromadzie-Rolnik Polski”, „Gospodyni”, „Łomżyńskim Kwartalniku Kulturalnym”. Poezja ludowa wydawana była przez Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Białymstoku. Publikowała w antologiach: Prowadź nas w jasność. Antologia ludowej liryki religijnej, oprac. D. Niewiadomski, Lublin 1994; Pobożnych diabeł kusił. Antologia prozy ludowej, oprac. D. Niewiadomski, Lublin 1997. Opublikowała wiele indywidualnych tomików prozatorskich i poetyckich: Sybiraczkę (1993, 1995, 2000), Złoty dom (1994, 1996), Szczęście (1995, 2001), Grai Ewa (1998), Skarb (1998), Krzak burzanu (1999), Błękitne piekiełko (2000), Teofilę i motyla (2000), Krakowski Lajkonik (2001), Biały rumak (2004), Cygan i Pimpusia (2004), Krasnoludek i myszka (2001), Pypcio i pchełki (2003), „Helenka”, „Dwa słońca”, Siostry z kazachstańskich stepów”, „Dawne tradycje i obyczaje w Wąsoszu Grajewskim i okolicach”, „Św. Zofija kłosy rozwija”.


Pani Jadwiga Solińska jest wszechstronnie uzdolnioną wybitną artystką i pisarką ludową. Występuje jako gawędziarka, jest także animatorką kultury. Największe sukcesy osiągnęła w dziedzinie plastyki obrzędowej, zdobniczej i pisarstwie. Prezentacje Jej sztuki miały miejsce w kraju i za granicą (Bułgaria, Niemcy, Szwecja). W swojej twórczości popularyzuje tradycje i obrzędy ludowe. Dokumentuje i zachowuje dla przyszłych pokoleń i środowisk twórczych materiały o folklorze występującym na terenie białostocczyzny. Wychowuje kontynuatorów tradycji ludowej. Upowszechnia tradycje ludowe wśród dorosłych, młodzieży i dzieci poprzez prezentacje swoich wyrobów w muzeum, domach kultury oraz praktyczne pokazy wytwarzania sztuki ludowej. Cieszą się one zawsze ogromną popularnością, szczególnie pokazy w Białostockim Muzeum Wsi, w czasie których dzieci i młodzież bezpośrednio uczestniczą w wykonywaniu wycinanek, kwiatów i różnych innych ozdób wielkanocnych i bożonarodzeniowych. Bierze corocznie udział w Targach Sztuki Ludowej podczas Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą.

Jak pisał Jan Leończuk, poeta, prezes Oddziału Związku Literatów Polskich: … w folklorze zapisanym piórem i pamięcią Jadwigi Solińskiej z Wąsosza Grajewskiego mieści się niewyczerpywalne bogactwo kultury ludowej. I choć zamilkły wiejskie ławeczki, a drzwi domów zatarasowały ołtarze telewizorowe – pozostaje nadzieja, że „czas zatrzymany” we wrażliwej pamięci poetki pozostanie i rozrastać się będzie twórczą wrażliwością potomnych. Za swoją działalność Pani Jadwiga Solińska otrzymała: Srebrny Medal „Zasłużony kulturze – Gloria Artis”, Nagrodę im. Oskara Kolberga „Za zasługi dla kultury ludowej”, Odznakę Zasłużony Działacz Kultury, Krzyż Sybiraków, Krzyż Zesłańca Sybiru, Nagrodę Zygmunta Glogera.

16) Józef Zawitkowski pseud. Ks. Tymoteusz ur. 23.11.1938 r. w Wale, w rodzinie chłopskiej. poeta, kompozytor, biskup pomocniczy warszawski w latach 1990–1992, biskup pomocniczy łowicki w latach 1992–2013, od 2013 biskup senior diecezji łowickiej. Ukończył studia teologiczno-filozoficzne w Metropolitarnym Wyższym Seminarium Duchownym w Warszawie. Wyświęcony przez Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski. Ukończył studia na Wydziale Teologicznym Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie sekcja muzyki, które ukończył w 1970 roku z tytułem magistra teologii w zakresie muzyki kościelnej. Autor 120 wydawnictw książkowych o tematyce religijnej. Wielki miłośnik Księstwa Łowickiego, kultury i obyczajów. Duchowy opiekun zespołów „Koderki”, „Blichowiacy” i „Ksinzoki”. Propagator „łowickości” w każdym zakątku Polski i za granicą. Autor wielu tekstów utworów ludowych dla Dziecięco-Młodzieżowego Zespołu Ludowego „Koderki”. Przez 11 lat pracował jako wikariusz kolejno w parafiach: Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Krośniewicach (1962-1965), św. Jana Kantego w Legionowie (1965-1966), Nawrócenia św. Pawła Apostoła w Warszawie (1966-1968), św. Zygmunta w Warszawie (1968-1971), w parafii archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie (1971-1973). W latach 1973-1978 był rezydentem przy parafii Dzieciątka Jezus w Warszawie. Od 1978 do 1982 pełnił funkcję proboszcza w parafii św. Jana Apostoła i Ewangelisty w Warszawie. W 1982 roku został ustanowiony proboszczem parafii kolegiackiej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Łowiczu. W latach 1982-1990 był ponadto dziekanem dekanatu Łowicz – Kolegiata. W 1970 roku został pedagogiem w Instytucie „Musica Sacra” w Aninie. Od 1971 do 1982 pełnił funkcję kierownika Kursu Szkolenia Organistów Archidiecezji Warszawskiej. W latach 1975-1978 był referentem w Wydziale Duszpasterskim Kurii Metropolitalnej.


Od 1980 wygłaszał homilie podczas mszy świętych transmitowanych z kościoła św. Krzyża w Warszawie przez I Program Polskiego Radia. Do 2006 wygłosił blisko 140 kazań. W 1981 roku otrzymał przywilej noszenia rokiety i mantoletu. W 1985 roku został mianowany kanonikiem gremialnym prymasowskiej kapituły kolegiackiej w Łowiczu. 26 maja 1990 roku papież Jan Paweł II mianował go biskupem pomocniczym archidiecezji warszawskiej ze stolicą tytularną Ausana. Święcenia biskupie otrzymał 9 czerwca 1990 roku na Starym Rynku w Łowiczu przed kolegiatą Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Udzielił mu ich kardynał Józef Glemp, arcybiskup metropolita warszawski i prymas Polski, któremu asystowali Damian Zimoń, biskup diecezjalny katowicki i Władysław Miziołek biskup pomocniczy warszawski. Jako zawołanie biskupie przyjął słowa „Servus et filius ancillae” (Jam sługa Twój, syn służebnicy). W latach 1990-1992 piastował urząd wikariusza generalnego. Rezydował w Łowiczu jako tamtejszy wikariusz biskupi, pozostając proboszczem parafii kolegiackiej. W latach 1991 – 1992 był prepozytem kapituły prymasowskiej w Łowiczu. Należał do rady kapłańskiej, kolegium konsultorów i rady biskupiej archidiecezji warszawskiej. 25 marca 1992 roku został mianowany biskupem pomocniczym nowo utworzonej diecezji łowickiej. W diecezji objął urząd wikariusza generalnego, a także przewodniczącego Wydziału Duszpasterskiego, Wydziału Nauki Katolickiej i Wydziały Spraw Zakonnych. Został ponadto członkiem Komisji Organistowskiej, a także rady kapłańskiej i kolegium konsultorów. 9 grudnia 2013 roku papież Franciszek przyjął jego rezygnację z obowiązków biskupa pomocniczego diecezji łowickiej. W konferencji Episkopatu Polski w latach 90-tych był członkiem Komisji ds. Duszpasterstwa Liturgicznego, w ramach której pełnił funkcję przewodniczącego Podkomisji ds. Muzyki Kościelnej. W 2008 roku został opiekunem duchownym Związku Towarzystw Gimnastycznych „Sokół” w Polsce. Ksiądz biskup Józef Zawitkowski jest również kompozytorem małych form muzycznych dla chórów i zespołów wokalnych. Autor tekstów pieśni kościelnych, m.in.: „Panie dobry jak chleb” oraz „Abyśmy byli jedno”.

Za swoją działalność odznaczony: Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Laureat Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Franciszka Karpińskiego (1998), Nagrody specjalnej im. Włodzimierza Pietrzaka, Nagrody im. ks. prof. Janusza Pasierba (2004), a także Feniksa Specjalnego (2012), wyróżnienia przyznanego przez Stowarzyszenie Wydawców Katolickich. Otrzymał tytuł honorowego obywatela: Krośniewic, Skierniewic, Łowicza, Nowego Miasta nad Pilicą, Warszawy, Rawy Mazowieckiej oraz gminy Lipce Reymontowskie. Został także uhonorowany tytułem „Zasłużony dla Ziemi Rawskiej” oraz „Łowickiej Róży”.

17) Zofia Czubik ur. 16.01.1932 r. w Sierżnikach w rodzinie chłopskiej. Będąc dzieckiem swój wolny czas spędzała śpiewając przy kapliczce pieśni kościelne tzw. majówki wraz ze swoją mamą, innymi starszymi osobami oraz koleżankami. Zanim zaczęła sama śpiewać przyśpiewki słuchała i uczyła się ich na weselach. Na początku lat 70-tych miała przyjemność poznać Pana Stefana Winnickiego, który zaproponował współpracę z kapelą. Od tamtego czasu zaczęła śpiewać w różnych zespołach ludowych, z którymi koncertowała w Polsce jak i poza granicami kraju m.in.: w Niemczech, Czechach, Rosji. Brała również udział w Ogólnopolskim Zlocie Młodzieży w Katowicach, Centralnych Dożynkach w Poznaniu, w festiwalach folklorystycznych w Płocku, wielokrotnie w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą zajmując I i II miejsca, otrzymując wiele nagród, dyplomów i wyróżnień.


Uczestniczyła w nagraniach i przedstawieniach przyśpiewek łowickich i obrzędów Bożonarodzeniowych na antenie Polskiego Radia oraz Telewizji Polskiej. Aktualnie występuje w Zespole Śpiewaczym „Ksinzoki” z siedzibą w Domu Ludowym uczestnicząc w wielu koncertach. W swoim dorobku artystycznym ma wspólnie z zespołem „Ksinzoki” nagrane płyty. Za śpiew została odznaczona Brązowym i Srebrnym Krzyżem Zasługi. Zarząd Powiatu Łowickiego za twórczość ludową uhonorował Panią Zofię Czubik nagrodą „Łowicka Róża”.

18) Henryka Lus ur. 11.11.1940 r. w Błędowie w rodzinie z wieloletnią tradycją wycinankarską. Od 1969 roku mieszka w Łowiczu. Swoje umiejętności przejęła od swojej ciotki Jadwigi Klimkiewicz, siostry babci i Marianny Pietrzak – siostry mamy. W wieku 16 lat zaczęła z mamą robić dzbanuszki z kurzych wydmuszek oraz wycinanki na skup. W 1956 roku w Łowiczu został ogłoszony konkurs, w którym brała udział wykonując tasiemkę i wydmuszki. Za wycinanki, które wykonała otrzymała nagrodę z Ministerstwa Kultury i Sztuki. W 1958 roku została przyjęta do Sztuki Łowickiej, gdzie chałupniczo wykonywała wszystkie rodzaje wycinanek i w ten sposób przepracowała w zakładzie 36 lat. Do Stowarzyszenia Twórców Ludowych dołączyła 29.04.1981 roku. Brała udział w cepeliadach, jarmarkach, kiermaszach oraz targach w: Łowiczu, Kutnie, Skierniewicach, Sannikach, Łodzi, Warszawie, Toruniu, Bydgoszczy, Krakowie, Poznaniu, Lublinie, Łącku, Kazimierzu Dolnym, Paryżu, Lyonie, Szwecji i Niemczech. Często prezentuje sposób wycinania dla dzieci i dorosłych w muzeach m.in. w Muzeum w Łowiczu, Maurzycach, Toruniu oraz w szkołach (w Łowiczu, Warszawie, Łodzi, Kartuzach, Józefowie koło Otwocka). W 1967 roku została delegowana przez Sztukę Łowicką i Polską Izbę Handlu Zagranicznego do domu towarowego Au Sprintem w Paryżu na wystawę i sprzedaż polskich wyrobów rękodzielniczych, natomiast w 1987 roku przez Orbis i Sztukę Łowicką na międzynarodowe targi turystyczne w Lyonie.


Wykonane przez Panią Henrykę Lus wycinanki można oglądać w muzeach m. in. w Łowiczu, Warszawie, Toruniu, Japonii, w centrum kultury w Bydgoszczy, w archiwum amerykańskiego ośrodka sztuk ludowych w USA. W 2011 roku była współuczestniczką w wykonywaniu największej łowickiej wycinanki, a w 2014 roku w wykonaniu największej łowickiej tasiemki. Od 2013 roku brała udział w projektach kalendarzy. Wykonana przez Panią Henrykę Lus wycinanka została wybita przez Mennicę Polską na medalu okolicznościowym z okazji polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej w 2011 roku. Uczestniczyła w wielu konkursach zdobywając nagrody i dyplomy:
  • Dyplom z zdobycie I miejsca we współzawodnictwie pracy w 1977 r.
  • II nagroda w konkursie: „Rękodzieło regionu łowickiego” w 2001 r. organizowanym przez Zarząd Fundacji Cepelia, Polską Sztukę i Rękodzieło w Warszawie i dyrektora Muzeum w Łowiczu.
  • Dyplom za zajęcie I miejsca w konkursie „Wycinanka Łowicka Pamiątką z Polski” organizowanym przez Muzeum w Łowiczu i Polską Fundację Kulturalno-Oświatową z Orlando w USA w 2004 roku.
  • Dyplom za zajecie I miejsca w konkursie rękodzieło regionu łowickiego w 2009 roku pod honorowym patronatem Marszałka Województwa Łódzkiego.
  • Dyplom za przepracowanie 25 lat w spółdzielni pracy rękodzieła ludowego i artystycznego Sztuka Łowicka w Łowiczu
Za swoją działalność odznaczona została: Brązowym Krzyżem Zasługi, odznaką Zasłużony dla Cepelii, odznaką Honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej, Srebrnym Krzyżem Zasługi.


design by fast4net

Napisz do nas
Moja wycieczka po Łowiczu


[zamknij]   [przejdź do wycieczki]